O mnie

Jestem Alicja, córka Stanisławy i Józefa, wnuczka Stanisławy i Mieczysława, Zofii i Walerego, prawnuczka Franciszki i Franciszka, Jakuba i Józefy, Franciszka i Józefy, praprawnuczka Mateusza i Ewy, prapraprawnuczka Katarzyny.

Więcej o mnie znajdziesz w artykułach:

Poradnik Psycholigiczny Sens 12/2015, Jolanta Maria Berent, Lalki na problemy.

Są znane w wielu tradycjach. Wierzy się, że potrafią przejmować nasze zmartwienia, a schowane pod poduszkę – przynosić rozwiązanie we śnie. Według doradczyni rozwoju Alicji Bednarskiej lalki z intencją potrafią pomóc małej dziewczynce w każdej z nas.
Która z nas nie marzy o przyjaciółce – powierniczce najskrytszych tajemnic i trosk? Która wysłucha, zrozumie, wesprze… W dzieciństwie taką rolę często spełniała lalka. Mogłaś wszędzie ją zabierać. Opowiedzieć o swoich troskach, zapłakać w jej włóczkowe włosy. Teraz też można. Na rynku jest coraz większa oferta lalek dla dorosłych. Jedne są misternie wykonanymi dziełami sztuki, prawdziwą gratką dla kolekcjonerów, inne mają służyć do przytulania, hołubienia i powierzania swoich trosk. Doradczyni rozwoju osobistego, Alicja Bednarska, robi szmaciane lalki, które pomagają kobietom osiągnąć równowagę i spokój.
IMG_3139[1]

Na obfitość i zdrowie

Inspiracja przyszła z Gwatemali. Rok temu, podczas gwiazdkowego spotkania kręgu kobiet, prowadzonego przez Alicję Bednarską. Wymieniały się prezentami. Alicja sięgnęła po niewielki pakunek, a osoba, która go przyniosła, rozpromieniła się, widząc, do kogo trafia. W pudełeczku leżały laleczki – małe, szmaciane, kolorowe. Okazało się, że przyjmują
zmartwienia. Przed pójściem spać można opowiedzieć laleczce o swoim problemie, po czym umieścić ją pod poduszką. My śpimy, ona szuka rozwiązania. – Od razu pomyślałam, że mogę robić takie lalki, dla dzieci. Okazało się jednak, że byłyby dla nich zbyt delikatne – opowiada
Alicja Bednarska. – Kupują je dorosłe kobiety, ale przecież w każdej z
nich mieszka Wewnętrzna Dziewczynka.


IMG_3150[1]

Jakiś czas po tym grudniowym spotkaniu trenerka wróciła do lektury „Biegnącej z wilkami” Clarissy Pinkoli Estés.
Książka otworzyła się na przypowieści o Wasylisie, którą matka obdarowuje laleczką. Ukryta w kieszeni mała towarzyszka prowadzi
bohaterkę, podpowiada. Nie było wątpliwości – to był ten kierunek!

Grunt przygotowany został wiele lat wcześniej. Alicja Bednarska prowadziła swego czasu dużą pracownię krawiecką, ubierała różne
osobistości. Potem przyszły inne zainteresowania, jej droga życiowa poprowadziła ją w stronę rozwoju, pomagania innym. Ale pasja do szycia, kreowania pozostała. Podobnie jak kawałki tkanin. Niektóre rzeczy wyciąga po prostu z głębin szafy, inne dokupuje – starą biżuterię,
guziczki, aksamitki… Albo ten kluczyk, ze szkiełkiem imitującym diament – ma otworzyć serce kobiety, do której trafi (i jej partnera).


IMG_3090[1]

Pierwsza sprzedana lalka miała pomagać na problemy z miesiączką. Kobieta, która ją kupiła, od dawna nie menstruowała. I nagle miesiączka pojawiła się, już następnego dnia! Druga lalka miała za zadanie przyciągnąć obfitość. Trafiła do pewnej pisarki. Kilka dni później trzy ważne wydawnictwa zgłosiły się do tej kobiety z propozycją wydania jej książki. Na koncie pojawiły się zaległe wpływy.

Na sen i zmartwienia

Pomocne lalki znane są w wielu tradycjach. W Ameryce Południowej jako laleczki na zmartwienia. Indianie Ameryki Północnej też mają dreaming dolls, sprowadzające rozwiązania w snach. W krajach słowiańskich wracają do łask lalki – motanki, robione bez użycia igły i nożyczek. – Moim zdaniem wszystkie one pomagają dostroić się do tego, co dla nas ważne – mówi Alicja Bednarska – Są symbolem tego, do czego w danym momencie dążymy.


Kiedy robimy mapę marzeń, też posługujemy się symbolami – taka mapa nie ma mocy tworzenia rzeczywistości, raczej ukierunkowuje. Podobnie dzieje się z lalką. Jesteś z nią w kontakcie, pozwalasz, by twoja podświadomość była połączona z tym, co ona reprezentuje. Nie śmiem twierdzić, że taka lalka ma świadomość i pomaga sama z siebie, zresztą nie lubię przenosić odpowiedzialności za moje życie na zewnątrz. Lalka jest tylko swego rodzaju kotwicą dla naszych pragnień, przypomina o kierunku, który zdecydowaliśmy się obrać.
W przypadku lalek Alicji Bednarskiej ważną rolę odgrywa też lawenda, którą są wypełnione. Ma właściwości kojące, uspokajające, antystresowe. Pomaga uwolnić napięcie, zrelaksować się, szybciej zasnąć. Nic dziwnego, że kobiety trzymają lalki z lawendą przy poduszkach. Tym bardziej, że ten zapach nie wietrzeje! – zapewnia Alicja Bednarska.
IMG_3065[1]

Podkreśla, że każda z kobiet wybierających lalkę ma prawo nadać jej własne znaczenie. Sama ustalić zakres pomocy. – W swoich opisach tylko pokazuje kierunek. Lubię, jak każdy bierze odpowiedzialność za siebie,
za to co robi, myśli, czuje. Za znaczenie, jakie przypisuje temu, co pojawia się w jego życiu – mówi.


Sama wie jak pomóc

Praca nad lalkami jest dość żmudna. Wykonanie jednej zajmuje co najmniej sześć godzin. – Sięgam po materiały, które czuję, że chciałabym wykorzystać – opowiada Alicja Bednarska. – Rysuję wzór na papierze, wycinam, przenoszę wykrój na tkaninę. Dokładnie wypycham korpus lawendą. Potem dobieram włosy, biżuterię. Czasem dodaję torebkę.

Kiedy lalki są gotowe, Alicja stawia je przed sobą. Okadza białą
szałwią lub palo santo. Prosi o wsparcie Matkę Ziemię i wszystkie
kierunki świata. A potem słucha. Bo to lalki „mówią” jej, w czym chcą
pomagać. – Czasem to widać od razu – po kolorach, akcesoriach. A czasem
muszę bardziej wsłuchać się w ich głos – przyznaje. – Jeśli ten głos do
mnie nie dociera, daję sobie czas, odkładam lalkę. Kiedy ponownie biorę
ją do rąk, już wiem.


IMG_3131[2]

Lalki są bardzo różne: szamanki, bajarki, boginie… Te związane z nowiem księżyca, wspierające transformację, przemianę. I te przypisane pełni – pomagające przyciągnąć dostatek, spełnić marzenia. Są wreszcie
tak zwane staruchy (ang. crones), kobiety dojrzałe, wnoszące do życia właścicielki mądrość życiową. Niektóre wypracowane są w
najdrobniejszych szczegółach, wyposażone w rozmaite atrybuty – ważkę, pajęczynę, spiralę, motyla. Inne proste, jak Pokora – z białego płótna, bez ozdób, włosów. Są też takie, które w ogóle nie mają ludzkiego kształtu, przypominają raczej sakiewkę na skarby. Niemal wszystkie
trzymają uniesione do góry ręce. Chodzi o gest wzywania sił wyższych,
widoczny już na najstarszych figurkach obrazujących kobiecość, tych z
epoki kamienia.

Do każdej lalki dołączony jest krótki opis – o tym, jakie jakości
wnosi, w czym pomaga. Może chodzić o znalezienie miłości, inspirację,
ugruntowanie, samoakceptację… – Kiedy ktoś przychodzi do mnie, ogląda lalki, zwykle czuje się przyciągany przez jedną z nich. Coś mu się w niej podoba, przemawia do niego. Potem sięga po opis, znajduje potwierdzenie swoich odczuć. Wie, że ta lalka jest jego – tłumaczy Alicja Bednarska.

Nie ma jakichś szczególnych zaleceń co do tego, jak się z nimi obchodzić – właścicielka sama będzie to wiedzieć. – Niektóre kobiety robią coś w rodzaju rytuału inicjacyjnego, nadają lalce imię. Noszą ją w torebce, śpią z nią, rozmawiają. Nie pozwalają innym jej dotykać. Czasem wystarczy zdjęcie w telefonie, na które można zerkać, kiedy jest nam ciężko czy smutno – to daje poczucie, że ktoś nas wspiera. Zakładam, że jak się taką lalkę przyjęło, nie można jej zaniedbywać – mówi Alicja Bednarska. – Chodzi o to, żeby utrzymywać połączenie z tą jakością, na której nam zależy.

Jolanta Maria Berent

Poradnik Psychologiczny Sens 02/2011, Jolanta Maria Berent, Pole wie.

rodzinaDla jednych cudowne antidotum na wszystko, dla innych niezrozumiała psychodrama. Ustawienia Berta Hellingera wciąż budzą emocje. Trudno je opisać, jeszcze trudniej rozstrzygnąć spory. Ale na pewno warto tego doświadczyć. Pierwsze ustawienie to zwykle silne przeżycie. Trudno uwierzyć, że osoby, które wybieramy na reprezentantów rodziny, mogą zachowywać się, mówić, czuć jak nasi najbliżsi. A jednak! Zawdzięczamy to tzw. polu wiedzącemu. Wchodząc w to pole (tzn. stając na środku sali wraz z innymi osobami wybranymi do ustawienia) nawiązujemy kontakt z odczuciami, które nie są nasze. Złość, smutek, strach, niechęć, tęsknota, uczucie gorąca, chłodu, a może nawet ból, ściśnięty żołądek czy gardło… Pole wiedzące dostarcza cennych informacji, ujawnia obraz rodziny, którego być może nie dopuszczaliśmy do siebie. Wszyscy przynależymy do systemu rodzinnego, czy nam się to podoba, czy nie. „Bez korzeni nie ma skrzydeł” – głosi tytuł książki o ustawieniach autorstwa Bertolda Ulsamera. Zależności między członkami rodziny można uporządkować – Hellinger nazywa to „porządkami miłości”. Kiedy każdy w systemie ma swoje miejsce, zaczyna płynąć do nas miłość. Rośniemy w siłę. Więź, porządek, wyrównanie Alicja Bednarska, trener rozwoju potencjału osobistego, uczennica Hellingera przeprowadza miesięcznie około 15–30 ustawień. Na początku przedstawia główne zasady. Pierwsza dotyczy więzi: nasza przynależność do rodziny czyni nas wobec niej lojalnymi. Druga porządku: życie (miłość, energia) płynie od rodziców poprzez najstarsze dziecko do najmłodszego. Wreszcie zasada wyrównania, czyli równowaga w dawaniu i braniu. – To ważne. Bo jeśli ktoś w relacji dostaje za dużo, zazwyczaj odchodzi – podkreśla Alicja. Osoba wciąż dająca, a rezygnująca z brania, zyskuje zbyt dużą kontrolę nad związkiem, podświadomie chce przyjąć pozycję silniejszej. Zdaniem Berta Hellingera, zasada wyrównania obowiązuje też, kiedy spotka nas z czyjejś strony krzywda, niesprawiedliwość. Mamy prawo zażądać zadośćuczynienia – jeśli z niego rezygnujemy, znów uzyskujemy (przez naszą
„wspaniałomyślność”) przewagę nad drugą osobą. A przecież nie o to chodzi! Siedząc w kręgu, pozwalamy się poprowadzić Alicji przez medytację. Poprzez oddech nawiązujemy kontakt z ziemią, która daje nam oparcie, korzenie, ze światłem, z którego pochodzimy. Z naszym przewodnikiem, z przewodnikiem rodziny. Prosimy o wsparcie w rozwiązaniu problemu, z którym przyszliśmy, formułujemy go w myślach. Ważne, by pamiętać, że ustawienia (zwane też konstelacjami) nie służą „naprawianiu” innych. Mamy skupić się na tym, czego sami potrzebujemy: w relacji z którymś z członków rodziny, w pracy, w kwestiach zdrowotnych. Na ustawieniach u Alicji Bednarskiej przyjął się zwyczaj przedstawiania się według specjalnej formuły: „Jestem Anna, córka Elżbiety i Tadeusza, wnuczka Teresy i Stanisława, Genowefy i Leopolda, prawnuczka…”. Niektórzy sięgają głęboko wstecz, inni już przy imionach dziadków zaczynają mieć trudności. Alicja przypomina jeszcze, że temat, z którym będziemy pracować, należy ująć jednym zdaniem. Szczegóły nie są potrzebne – w razie czego prowadząca może się odwołać do formularzy, w których opisaliśmy najważniejsze wydarzenia w dziejach rodziny. Resztę pokaże pole. To nie jest twoje Kiedy zostajemy wybrani na czyjegoś reprezentanta, sami znajdujemy sobie miejsce w polu. „Ona mówi jak moja córka, zachowuje się jak moja mama” – stwierdzają co jakiś czas ci, którzy obserwują reprezentantów swojej rodziny. Alicja odczytuje też wiele informacji na podstawie odległości między osobami, kierunku spojrzenia. Często wprowadza syndrom, np. wstyd, jak w ustawieniu Elżbiety. Prosi dziewczynę, by wybrała przedstawicieli dla siebie, rodziców i dla wstydu. „Wstyd” przemieszcza się między członkami rodziny, niepewny swojego miejsca. Znajduje go dopiero po wprowadzeniu dziadka ze strony ojca. Okazuje się, że babcia sama wychowywała ojca Elżbiety – dziadka oddaliła z powodu jego alkoholizmu. Mężczyzna reprezentujący dziadka nie ma odwagi podnieść wzroku. Do takiej osoby – odsuniętej, zapomnianej – należy powiedzieć: „Widzę cię. Należysz do nas”. Wszystko dzieje się niejako symbolicznie, a dokładniej – na poziomie duszy. Zwykle po takim rozwiązaniu reprezentant syndromu wychodzi z ustawienia – czuje się niepotrzebny. Wykluczenie to jedno z najczęstszych zaburzeń w systemie rodzinnym. Może dotyczyć przodków, o których nic nie wiemy, a mimo to mają wpływ na nasze samopoczucie. To osoby, których rodzina z jakichś powodów się wyrzekła. W ustawieniu ich obecność ujawnia się w ten sposób, że reprezentanci patrzą w puste miejsce albo kręcą się w kółko, jakby kogoś szukając. Kiedy brakująca osoba zostanie wprowadzona do pola, następuje uspokojenie, odprężenie. Przyjęcie jej do rodziny, sprawia, że nikt już nie musi identyfikować się z jej losem. Chodzi o to, żeby każdy żył własnym życiem. Czasem bardzo trudno dostrzec te zależności: skąd mamy wiedzieć na przykład, że nasza prababka porzuciła niepełnosprawne dziecko, a my odgrywamy rolę tego dziecka albo może dźwigamy jej winę? Ale tak działa system, na tym polega jego siła. Hellinger twierdzi wręcz: „Więź z systemem jest silniejsza niż lęk przed śmiercią”. Jeśli więc wciąż natykamy się na te same problemy, reagujemy w sposób nieadekwatny do sytuacji, walczymy o coś z żarliwością „godną lepszej sprawy”, warto sprawdzić, czy nie stoją za tym przodkowie, czy nie jesteśmy uwikłani. Ustawienie obnaża podświadome mechanizmy, jakie nami kierują: to, że karzemy się za czyjeś przewinienie, że z tęsknoty za zmarłym chcemy za nim podążyć, że gotowi jesteśmy odejść zamiast rodzica…..Uporządkowanie relacji w rodzinie to krok milowy w naszym rozwoju. Pozwala odzyskać wolność, uświadomić sobie, że miłość nie polega na braniu na siebie czyichś dramatów. „Cierpienie jest łatwiejsze niż rozwiązanie” – uważa Hellinger. Fakt – cierpienie przyciąga uwagę, współczucie, uzasadnia pasywność. Tak naprawdę jednak nikomu nie przynosi korzyści. Dlatego podczas warsztatów wypowiadamy tzw. zdania prawdy: „Lepiej ja niż ty”, „Niosę to za ciebie i robię to chętnie”… – żeby poczuć bezcelowość takiego działania. W odpowiedzi słyszymy: „To nie jest twoje, możesz mi to oddać. Ze swoim sobie poradzisz”.
Ty jesteś duży Ewa uprawia autosabotaż, nie pozwala sobie na samorealizację. Z ustawienia wynika, że wciąż zwrócona jest w stronę nieżyjącego ojca, domagając się jego uwagi. Ten jest jednak niedostępny – zaprząta go całkowicie jego własny ojciec i traumatyczne wydarzenie z dzieciństwa, którego był świadkiem. Zobaczenie tego boli, ale daje też zrozumienie, akceptację. – Dałem ci moje 100 procent, więcej nie mogłem – mówi reprezentant ojca. Córka oddycha z ulgą. Może teraz pokłonić się losowi ojca i zwrócić się w stronę własnego życia. Często, nawet pozostając w związku, jesteśmy niedostępni dla najbliższych. Jakbyśmy utknęli w jakimś odległym zdarzeniu, np. z czasów wojny. Zdarza się też, że oddalamy się od partnera, bo nasza uwaga koncentruje się na którymś z rodziców, jakbyśmy to z nim tworzyli związek. Widać to wyraźnie w ustawieniu Darii, która jest całkowicie pozbawiona energii, nie ma siły spojrzeć na męża i dzieci. Dopiero kiedy robi pokłon przed ojcem, przyznając: „Ty jesteś duży, a ja jestem mała. Ty dajesz, ja biorę”, rozpromienia się. Może, jak Ewa, stanąć plecami do ojca, poczuć jego siłę i z tą siłą zwrócić się w stronę swojej nowej rodziny. To nie oznacza opuszczenia ojca, odwrócenia się od niego, a jedynie uznanie porządku. Po kilku ustawieniach nietrudno zrozumieć ich podstawowy język. Spojrzenie w ziemię – uwaga podąża za zmarłym. Wzrok skierowany ku górze – fascynacja (czasem bezkrytyczna) jakimś przodkiem, może ideą… Alicja używa akcesoriów: tekturowych stóp, które kładziemy w miejscu, gdzie kogoś brakuje, dzwonka ożywiającego energię. Są konstelacje, które trwają godzinę, odbywają się na ogromnej przestrzeni i wyglądają jak – nie przymierzając – sceny batalistyczne i takie, które zamykają się na kilku metrach kwadratowych. Czasem rozwiązanie można osiągnąć już po kwadransie, nawet, kiedy ktoś – jak Anna – ma problem ze sformułowaniem tematu. Alicja prosi ją o wybranie reprezentanta dla siebie i dla tego właściwego tematu. Szybko wychodzi na jaw, że pracy wymaga relacja z matką. Anna uważa, że mama jest „nie taka” – słaba, bezradna, narzekająca… Na każde z tych określeń Alicja ustawia jedną osobę. A potem dodaje mamę, która nosiła Annę w brzuchu i ją urodziła, tę, która ją wykarmiła, troszczyła się o nią, mamę, która kocha… Dziewczyna wykonuje pokłon przed matką – przyjmuje ją w całości, jest bardzo poruszona. Zdaniem Hellingera ten, kto gardzi rodzicami, podświadomie karze się za to. Kiedy dziecko jest „większe” od rodziców, może odczuwać niepewność, zagubienie, a nawet cierpieć z powodu depresji. Thomas Schäfer twierdzi, że „osobie, która traktuje swoich rodziców jak sklep wielobranżowy, gdzie można sobie wyszukać, co chciałoby się mieć, zostaje odebrana możliwość rozwinięcia w pełni swojej osobowości”. Twarzą w twarz z życiem Nawet, jeśli nie robimy własnego ustawienia i bierzemy udział w warsztatach tylko jako reprezentanci, każdy doświadcza siły pola. Zwłaszcza że Alicja proponuje ćwiczenia, w których biorą udział wszyscy. Dobieramy się w pary, jedna z osób reprezentuje życie tej drugiej. Stoimy naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy. To mocne doświadczenie – pozwala rozpoznać nasz stosunek do życia, sprawdzić, czy pozostajemy z nim w kontakcie. Jedni są otwarci na życie, inni czują do niego niechęć… Może być tak, że życie uśmiecha się do nas, jest nam bardzo życzliwe, ale zdarza się, że słabnie, przygniecione naszymi oczekiwaniami… Albo wbija się mocno w podłoże, żeby zasygnalizować nam, że potrzebujemy gruntu pod stopami. Każdy z prowadzących ma, oczywiście, własny styl. Gerhard Walper z Niemiec znany jest z ustawień tzw. cichych (duchowych) – reprezentanci nie komunikują emocji, wszystko można wyczytać z ich gestów. Alicja Bednarska robi też konstelacje harmonizujące umysł, serce, ciało i duszę. Osoby wybrane na reprezentantów tych części mówią o swoich odczuciach, potrzebach, zmieniają miejsce – aż osiągnięta zostanie harmonia. Zwykle po ustawieniu odczuwa się natychmiastową ulgę, ale proces uzdrawiania jest, oczywiście, rozciągnięty w czasie. Dlatego Alicja zaleca, żeby nie komentować ustawień, nie zakłócać energii, która się dzięki nim odblokowała. Ustawienia często przynoszą zaskakujące rozwiązania. Dają nową siłę – potężną, płynącą z miłości naszych przodków. Podczas końcowej medytacji wizualizujemy za naszymi plecami wcześniejsze pokolenia: rodziców, czworo dziadków, ośmioro pradziadków, szesnaścioro prapradziadków… Oddychamy. Przyjmujemy życie. RAMKA Bert Hellinger (ur. w 1925 r. w Niemczech) studiował filozofię, teologię i pedagogikę. Jako duszpasterz katolickiego zakonu misyjnego przez 16 lat pracował w Afryce Południowej, w plemieniu Zulusów. Obserwował ich rytuały i obyczaje (również relacje rodzinne, przepełnione ogromnym szacunkiem do przodków). W roku 1971 wystąpił z zakonu, by poświęcić się psychoterapii. Zgłębiał zasady psychoanalizy i terapii krzyku Arthura Janova, badał też takie kierunki jak Gestalt, analiza transakcyjna, systemowa terapia rodzinna i NLP. Bardzo ważne było dla niego odkrycie, że na członków systemu oddziałują również bardzo odległe wydarzenia, których nie byli świadkami. Hellinger nie tworzy własnej szkoły terapeutycznej, nie interesuje go teoria. Sam nie do końca potrafi wyjaśnić, na czym polega fenomen pola. Jest empirykiem – pracuje z dynamiką systemu, przyglądając się temu, co dzieje się w ustawieniu.
RAMKA Formuła przyjęcia rodziców (działa również, gdy już nie żyją) Kochana Mamo/Kochany Tato, dziękuję ci za dar życia. Biorę od ciebie wszystko, z wszystkim, co do tego należy. Biorę to za cenę, jaką ty poniosłaś/eś i jaką ja ponoszę. Zatrzymam to z szacunkiem i jeżeli mogę, przekażę dalej. Uczynię coś z tego daru, ku twojej radości i pamięci. To nie powinno pójść na marne. Biorę teraz ciebie jako moją mamę/mojego tatę, a ty możesz mnie wziąć jako swoją córkę/syna. Ty jesteś dla mnie tą właściwą matką/tym właściwym tatą, a ja jestem twoim właściwym dzieckiem. Ty jesteś duża/y, a ja jestem mała/mały. Ty dajesz, ja biorę.
Warto przeczytać Thomas Schäfer, „Dlaczego dusza choruje i co ją uzdrawia”, Sursum Ilse Kutschera, Christine Schäffler, „Nie wiem, co mi jest”, Sursum
Wyszukiwarka strona Alicji Bednarskiej: www.berckana.pl
Jolanta Maria Berent

Poradnik Psychologiczny Sens 12/2010, Katarzyna Droga, Rodzina w porządku.

przodkowieZ Alicją Bednarską, specjalizującą się w ustawieniach rodzinnych według metody Hellingera, o tym jak ważna jest relacja z przodkami – rozmawia Katarzyna Droga Jak głęboko warto sięgnąć w dzieje pokoleń w ustawieniach rodzinnych? Moim zdaniem – pierwsze i drugie pokolenie to jest coś, co człowiek powinien sobie uporządkować, zająć odpowiednie pozycje wobec rodziców i dziadków. Ja sprowadzam sens ustawień do odzyskania prawidłowych relacji z rodziną i wiem z doświadczenia, że najczęściej nasze problemy w związkach, z dziećmi, wynikają z nieprzyjęcia własnych rodziców. A jeśli nie ma zdrowych relacji z rodzicami, to nie ma co szukać w głębi pokoleń – przyczyna tkwi dużo bliżej. Dlatego najpierw należy przyjrzeć się relacji z najbliższymi – mamą, tatą. Popatrzeć czy ich przyjmujemy czy odrzucamy – na przykład poprzez odwrócenie ról nadopiekuńczość i poświęcenie. Poświęcenie się matce może być aktem jej odrzucenia? Tak, bo nie akceptujemy jej taką jaka jest. Kobiety często mówią: „jest słaba, bezradna, muszę się nią opiekować, jak nie pomogę, to sobie nie poradzi” W taki sposób nie przyjmują od matki życia. To widać na ustawieniach: córka stoi twarzą do matki i patrzy na nią z pozycji osoby silniejszej. To pozycja partnera – czyli córka nie jest na swoim miejscu. Cały czas jest zwrócona do przeszłości, do całego szeregu przodków, a do swojego życia odwróciła się plecami. I dopiero jak pokłoni się matce, powie „dziękuję ci za dar życia, przyjmuję cię taką jaka jesteś, ale to ty jesteś duża, ja jestem mała, ja jestem tylko dzieckiem” i odwróci się, aby mieć jej wsparcie za swoimi plecami, wtedy wejdzie w swoje życie. A mama sobie poradzi. Jeśli ktoś nie wierzy – to ustawiam go w pozycji zależnej od własnego dziecka. Co byłoby, gdyby ono mówiło: jesteś słaba, nie dasz rady beze mnie”? To pomaga. Jeśli niesie się za matkę jej ciężar – bo ona choruje, ojciec był dla niej niedobry, pił, bił – to bierze się na swoje barki jej los. To dotyczy zresztą obojga rodziców – trzeba być ich dziećmi – nie partnerami, czy opiekunami. Tak naprawdę wszystkim rodzicom można coś zarzucić… Nie warto. Wspominanie krzywd doznanych od rodziców to utknięcie w przeszłości. Stoi się twarzą do nich, a tyłem do swojego życia. Jeżeli ustawimy, nawet mentalnie, swoich przodków za sobą, to dadzą nam siłę, widok na własną przestrzeń. A jeśli cały czas wspominamy, że mama mnie nie przytulała, to nie idziemy do przodu. Niektórzy piszą listę zarzutów do rodziców, a potem ją niszczą, ale ja nie zalecam tego ćwiczenia. Ono zmusza, by wspominać to co złe – nawet jeśli potem mamy to podrzeć i wyrzucić. Nie tędy droga. Ja wierzę w list wdzięczności do ojca lub matki. „Nie mam za co być wdzięczna” – słyszę często. Mój ojciec pił, musiałam nocą uciekać z mamą z domu”. „Masz do zawdzięczenia życie” – mówię wtedy – I nawet jeśli tylko to, jest to dar największy. Niełatwo czasem wybaczyć .Trzeba oddzielić człowieka od jego postępków. Nie musimy godzić się na przemoc ojca, ale uznać, że jest tylko człowiekiem, coś się złożyło na jego czyny. Nie chodzi o to, by akceptować, ale krytyka nie pomoże, tylko pomnoży zło. Według Hellingera dzieci, też dorosłe, nie powinny wtrącać się w sprawy rodziców, bo wchodzą w cudze życie i tracą obraz własnej swojej rodziny. Widać to w ustawieniach – człowiek zwrócony twarzą do rodziców, własną rodzinę ma za plecami. Co jeśli dziecko nie spełnia ambicji rodziców lub im nie dorównuje? Czyli mama lub tata są silni, a my do nich nie dorastamy? Wtedy jest dużo trudniej. Jedyne co można wtedy zrobić, to pokłonić się im. Powiedzieć np.: Mamo – za wysoko ustawiłam poprzeczkę. Nie mogę jej dosięgnąć. To nie jest moje wyzwanie, lecz twoje. A to co twoje z całą miłością zostawiam przy tobie”. Ale nie należy sądzić, że problem zaraz zniknie. Bo jeśli ktoś ma niską samoocenę, to rzadko przyczyną jest tylko relacja z rodzicami, trzeba poszukać głębiej. Doradzam wtedy pracę nad sobą i włączenie innych terapii. Bywa też, że w rodzinie, faworyzuje się chłopca, a siostra, nawet starsza, żyje w jego cieniu. Te dziewczyny najczęściej nie mają same dzieci, nie mogą dać sobie rady, dopóki nie pogodzą się z tym, co było. Nie dopuszczają myśli, że są zazdrosne, bo to źle o nich świadczy.
A muszą wybaczyć matce, by wziąć od niej życie. Przyczyną bezdzietności kobiet może być też odrzucenie matki, np. gdy wychowywała dziecko w poczuciu niskiej wartości. Wtedy ono cierpi i odrzuca taki model, nie chce go powtórzyć. Kiedy ustawiam linię kobiet, widać, że działa określony wzorzec: matka odwraca się, nie może patrzeć na swoje dziecko, babcia tak samo. Czasem wystarczy powiedzieć: „widzę cię, należysz do naszej rodziny” – i przychodzi uwolnienie. Dlaczego dzieci zdradzonych często też są zdradzane? To mechanizm, który się powtarza. Ludzie związani z mamą, z ojcem, którzy zostali zdradzeni – często, choć nie koniecznie przyciągają zdradę do siebie. Bo kobiety odrzucają lub uwielbiają ojca, który zdradza matkę, i przez tęsknotę za nim, za jego doskonałością, będę szukać podobnego mężczyzny. I znajdą. To jest w nich. Jeżeli z kolei mężczyzna ma takie relacje z mamą, że wchodzi w rolę jej partnera, na przykład wspiera ją, gdy jest zdradzana, nie stworzy zdrowego związku z kobietą. On ma już partnerkę – w mamie. Może być świetnym kochankiem, nawet bawidamkiem, ale nie mężem. Czy mężczyzna wybiera partnerkę podobną do matki? Raczej o podobnych cechach, za którymi tęskni – zresztą nie tylko mężczyzna, kobieta też. Ale może być też tak: mężczyzna ma silnego ojca, zdominowaną przez niego matkę i bierze za żonę kobietę mocną, zdecydowaną. Kieruje nim tęsknota za cechami ojca, szuka ich w żonie. To samo dotyczy „córeczki tatusia” – jeśli u boku ojca zajęła rolę partnerki – będzie jej trudno stworzyć zdrową relację, będzie szukać w mężu ojca. Ukochany dziadek okazał się przybrany. Czy to ma znaczenie? Jest to zagadnienie osoby wykluczonej z rodziny. Kiedy okazuje się, że dziadek nie jest biologicznym ojcem naszego rodzica – ten prawdziwy, nieznany, staje się osobą wykluczoną, zastąpioną przez kogoś innego. Jeśli w jakimś pokoleniu znajduje się osoba wykluczona – także przez śmierć, czy ułomność – to potem, w następnym, ktoś będzie powtarzał ten los. Bo to są dusze, które należą do rodziny, system chce je przywrócić, następuje zjawisko identyfikacji. Jeśli wykluczony jest dziadek – to wnuczka może powtarzać los pozostawionej babci, i trudniej jej będzie znaleźć w życiu partnera. Mam własną teorię, że osoby, które muszą gdzieś wyjechać, zostawiają rodzinę, wyruszają w świat – powielają los osoby wykluczonej. Same eliminują się z rodziny, uciekają, zrywają kontakt. Jak tajemnice i zbrodnie wpływają na los rodzin? Bywa, że tajemnica jest głęboko skrywana, że ujawnia się dopiero w ustawieniach. Ale nawet jeśli o niej nie wiemy, to wpływa na nasze życie. Może być źródłem chorób, zachwianych relacji. Trzeba wtedy popatrzeć wysoko, ponad głowami i dziejami rodziny na los, który jest większy od nas. Postarać się pogodzić z tym co się stało. Wtedy dopiero można wrócić do swojego życia. Szczególnie jednak bywa trudno, gdy tym zdarzeniem jest zbrodnia. W przypadku morderstwa psychiatra Otto Brink ustawiał ofiarę i kata naprzeciwko siebie, bo ofiara i kat należą do siebie, są jednym. Kłaniają się sobie nisko i długo – To spojrzenie pojednania. Jeśli osoba która nosi w sobie obraz morderstwa, powie sobie – zgadzam się na to, przyjmuję, że tak było”, uwolni się od tego obrazu, i może dostanie coś nowego od życia. Skoro matka jest tak ważna, to jak na dziecko działa jej utrata ? Kiedy umiera matka i zostawia swoje dziecko, to ono będzie tęsknić zawsze. I czego by w życiu nie osiągnęło, odczuwa ból, że mama tego nie widzi. Na warsztatach ustawiam takie dziecko twarz w twarz z mamą. To trwa. Ale kiedy ono powie: „mamo, tak bardzo mi ciebie brakuje”, kiedy przytuli się i wypłacze, to wyzna: „zawsze będziesz miała miejsce w moim sercu, pozawalam ci odejść do światła, ale pobłogosław mnie i wspieraj w dalszym życiu”. Bo pozwolenie na odejście nie oznacza, że mamy już ze mną nie będzie. Bardzo pomaga wspominany list wdzięczności, lista wszystko dobrego, co dostało się od matki – to sprawia, że w pamięci ożywają dobre zdarzenia. Gdy je wypiszemy, zrównoważą te niedobre, albo spowodują, że tamte zbledną. Lepiej będzie4 nam w życiu, jeśli uświadomimy sobie, że to my sami bierzemy od rodziców dobro, radość, miłość lub smutek czy żal. Bo jeśli tak na to spojrzymy, wciąż możemy coś z tym zrobić, nie jesteśmy bezradni. To jedna z najważniejszych nauk.
Katarzyna Droga

Zwierciadło 9/2007, MagdalenaRybak, Przewodnik pustynny. Sahara znaczy pustka.

kobiety na SaharzePustynia jest w każdym. Ale nie każdy odważa się ją przejść. Bo pustyni trzeba się poddać. Ofiarować. Wtedy i ona odda ci wszystko. Zdarza się, że ktoś robi pierwszy krok na piasku i jakby tam należał. Zdarza się, że ktoś ma w sobie taki rodzaj zintegrowanego bycia z otoczeniem. Z naturą, z przestrzenią, z piaskiem, z wiatrem. Bo pustynia to bycie-trwanie w danym momencie. Poza czasem. Bez kalendarza, bez zegara, w naturalnym porządku. Wstajesz ze słońcem. I z nim wędrujesz. I sama wędrówka składa się z precyzyjnie wyznaczonych momentów. Ale to wszystko jest tak naturalne, że tego nie ma. Pustynia we mnie Joanna, przewodnik pustynny: Pierwszą podróż po Saharze odbyłam rok temu. Wróciłam tam jeszcze dwa razy i za każdym razem była to inna wyprawa. Pierwsza była silnym doznaniem fizycznym: upał, piach i wiatr. I trzy dni bez mycia. Czwartego, leżąc pod krzakiem, zaczęłam sobie wyobrażać, jakie to wspaniałe: zanurzyć ręce w wodzie i spłukać twarz. To było wyobrażenie było wręcz fizyczne. Podobnie, jak poczucie bycia na swoim miejscu. Zrozumiałam, że pustynia to duża część mojego ja. Że muszę tu wracać. Pustynia to miejscem, które pokazuje mi, jak żyć w zgodzie ze sobą. Za każdym razem osiągam tu wyższy stopień harmonii. Wyprawa na pustynię to nie turystyka, to podróż w głąb siebie. A właściwie to kilka równoległych podróży. Na pierwszym poziomie to spotkanie z samym sobą: znajdujesz się w nieznanym środowisku, bez punktów odniesienia, jakie znasz ze swojego życia, maski i role są bezużyteczne. Na drugim poziomie to spotkanie z naturą: nie ma ścian, nie samochodów, chodzisz boso, nic cię od niej nie dzieli i to ona dyktuje rytm życia. Na trzecim poziomie to spotkanie z ludźmi stamtąd, którzy opiekują się grupą i którzy są częścią pustyni. Na czwartym to spotkanie z ludźmi, którzy są z tobą. Ten czas na pustyni to mix tych wszystkich relacji. Dlatego każda wyprawa jest inna. Joanna: Pomysł na kobiecą wyprawę powstał przypadkiem. Pojechałam sprawdzić produkt „wyprawa na pustynię” i zostałam dołączona do grupy kobiet z Niemiec. Potem przeczytałam o Alicji Bednarskiej i zaproponowałam jej warsztaty z kobietami na pustyni. Zgodziła się. Po dwóch dniach sama stwierdziła: “Tu wszystko dzieje się samo. Wystarczy poddać się drodze, przestrzeni, ludziom, celebracji każdej czynności i jesteśmy w medytacji “tu i teraz”.” Pierwsza wydma i uwolnienie Zjeżdżasz z asfaltu na piasek i nagle pustynia staje się drogą. Bez końca i bez granic. Milion ścieżek, spośród których musisz wybrać. Nigdy nie wiesz, gdzie tak naprawdę idziesz. Nie masz innego wyjścia jak zaufać innym. – I modlić się – dodają przewodnicy – Sahary się nie zdobywa, Saharę trzeba uprosić. Rim: Długo się wahałam, czy jechać. Pustynia? Skorpiony? Robaki? Ale stanęłam na górze i zapomniałam o wszystkim. Wszędzie było niebo. Nie piasek, a niebo. Nura: Uwolnienie – to poczułam. I tego pragnęłam: przestrzeni, wolności, zmiany. Miriam: Pustynia nie była dla mnie najważniejsza. Najważniejsze były kobiety. Wiedziałam, że na pustynie pojadą wspaniałe kobiety. Chciałam poczuć ich siłę. Chciałam z nimi pobyć. Każda z nas dostaje swój talerz, kubek i łyżkę, od tej pory musi o nie dbać: czyścić piaskiem i pilnować. Każda dostaje też arabskie imię, my naszym towarzyszom nadajemy polskie. Adam mówi: jesteście tu bezpieczne, jesteście tu w rodzinie. Witamy się śpiewem i tańcem. 2Rim: Pierwsza noc była straszna. Spanie na piasku. Wielbłądy chodziły niedaleko. Bałam się myszy i robaków. Każdy szelest mnie podrywał. Myślałam: nie wytrzymam. Nura: Wschód słońca przywitałam jak zbawienie. Przywitałyśmy duchy tej przestrzeni i to osadziło mnie w pustyni. Poczułam pokorę. Pomyślałam: albo się jej poddamy albo nas zniszczy. Poprosiłam o przychylność i poczułam się przyjęta. – Nimsza, nimsza – rzucają mężczyźni (chodźmy), i zaraz – beszweja, beszweja (powoli). Trzeba skupić się na oddechu, na krokach. Złapać rytm. Wielbłądy chodzą niespodziewanie szybko. Minimum wysiłku, oszczędność energii. Trudno nadążyć. Lejla: Mieszko uczył mnie arabskiego: piasek, kochana Sahara, patrzeć, słuchać. Nic mi nie wchodziło do głowy. On cierpliwi powtarzał, ja za nim. Pomagało mi to nie-myśleć o zmęczeniu. Nie chciałam poddać się za wcześnie, nie chciałam być najsłabsza. Po obiedzie ruszamy dalej. Na wielbłądach. To inne poznawanie. Myśli nie są zajęte ruchem ciała. Uwolnione skupiają się na przestrzeni. Lejla: Byłam szczęśliwa, że skończył się film w aparacie. Nie mogłam już robić zdjęć. Mogłam chłonąć przyjemność z jazdy i przestrzeni. Nura: Ja myślałam, że tego nie przeżyję. Kurczowo trzymałam się uchwytu i bałam się, że spadnę. Myślałam: po co mi to, po co mi to. Wieczorem zrozumiałam, że mój jedyny wybór polega na tym, że mogę iść albo jechać. Muszę przyjąć to, co teraz dostałam, czy też sama wybrałam. Rim: Po całym dniu byłyśmy ledwo żywe. Mężczyźni też byli zmęczeni, ale robili wszystko, żeby nas rozruszać. Śpiewali, tańczyli i nas wciągali do tego. W końcu Adam powiedział: widzimy, że jesteście zmęczone, ale chcemy, żebyście poszły spać szczęśliwe. Nura: Po tańcach zapomniałam o wszystkim. Na noc zrobiłam sobie parawan z koszuli. Był mocny wiatr, więc zasłony z koców dziewczynom spadały, a moja koszula się trzymała. Precyzja i wiązanie szesza W nocy piasek wciska się wszędzie. Rano nikt nie myśli nawet o myciu zębów. Chustami zasłaniamy twarze. Lejla: Wiązanie szesza to była ceremonia picia herbaty. Każdy gest był ważny. Mieszko zakładał mi chustę i patrzył głęboko w oczy. Potem owijał ją dokoła głowy i kończył z boku, gdzie zaczynała się druga część szesza, służyła do osłaniania twarzy. Wiatr jest tak mocny, że nie można myśleć o niczym. Dzięki temu można odczuć, że inaczej idzie się po piasku sypki, inaczej po ubitym. Inaczej idzie się drobnym krokiem, inaczej długim. Inaczej z przodu i z tyłu. Miriam: Szłam na przodzie. Na początku usiłowałam dotrzymywać Piotrowi kroku, biorąc dodatkowe wydmy. Potem zaczął wskazywać mi ścieżkę kijem. Po godzinie szłam już obok niego i wybierałam sama. Lejla: Szłam w tyłu. Długo szłam z poczuciem braku akceptacji i niedowartościowania. Przypomniało mi się, że jak uczyłam się chodzić i rodzice powtarzali – jak nie będziesz dobrze chodzić, nikt cię nie zechce. Jasmin: Warde kazała nam puszczać lewą i prawą rekę. Poczułam, że to wielbłąd mnie niesie, że to nie ja steruję. Uwalniałam się od lęku przed jazdą na wielbłądzie i od lęku w ogóle. Uwalniałam się od rzeczywistości, którą zostawiłam: papiery kredytowe na nowy dom. Nura: Z Piotrem znaleźliśmy wspólny rytm. Relacja powstała we wspólnym byciu i robieniu. Była bardzo subtelna.
Byliśmy ze sobą w naszej wędrówce nie robiąc nic na siłę. Lejla: Każdy mówił własnym językiem. Arabski, francuski, polski, angielski, niemiecki – nie miało to znaczenia. Trzeba było zjeść śniadania, zapakować wielbłąda i iść do obiadu. A potem zjeść obiad, odpocząć i iść dalej. Nura: Dobrze mi się szło, myślałam tylko o tym, gdzie postawić nogę. Szłam i różne rzeczy się we mnie pojawiały. Ale o nich też nie myślałam. Przychodziły i odchodziły. 3Wspomnienia, uczucia z dzieciństwa. Nie kontrolowałam tego do tego stopnia, że po południu na wielbłądzie na przemian śmiałam się i płakałam. Tematy wypływały z poobiednich rozmów o imionach, matkach, pierwszych miesiączkach. Niezwykłe doznanie wspólnoty doświadczeń, przestrzeni i bezpieczeństwa. Przejście przez pustynie to proces oczyszczania. Schodzą kolejne warstwy, które zasłaniają naszą istotę. Aisia: Miałam wrażenie, jakbym dotykała czegoś, co jest u źródeł człowieczeństwa. W naszym współ-byciu było tyle szacunku. Do siebie, do innych, do natury. Rim: W nocy obudziłam się raz. Znalazłam żuka pod pidżamą, wyjęłam go ostrożnie. Pamiętałam słowa Alego: To też życie. Sahara jest też dla niego. Burza i ofiarowanie Warde: Trzeciego dnia poprowadziłam karawanę. Przejęłam wielbłądy i zaczęłam wyszukiwać ścieżkę pomiędzy wydmami. Na początku wydawało mi się, że tam nic nie ma. Nie wiadomo którędy, nie wiadomo jak, ale z kroku na krok ścieżka zaczęła się wyłaniać. Zaczęłam nią podążać. Szłam na zakręt, choć nie wiedziałam, co będzie dalej. Doznanie bliskości i wspólnoty kobiecej zadziałało w taki sposób, że przestałam się czuć sama. Zrozumiałam, że jestem częścią wspólnego procesu, który nie ma żadnych barier. To doznanie jedności własnej płci wyzwala siłę. Jasmin: Trzeciego dnia pomyślałam sobie: jak nie ten dom, to inny. Przestałam myśleć o kredycie. Szłam z Piotrem. Milczeliśmy. On znał tylko arabski, ja nie miałam ochoty rozmawiać. I dobrze nam było. Trzeciego dnia rozjuczyłyśmy z Nurą wielbłądy, zanim Piotr oporządził swojego. Potem szłam na początku i czułam się dobrze. Ze sobą i ze wszystkimi. Miriam: Trzeciego dnia dopiero zobaczyłam mężczyzn. Rim powiedziała: jacy oni piękni. Zaczęłam im się przyglądać. Zaczęłam widzieć ich harmonię, radość i spokój. I wszystko stało się jednym – kobiety, pustynia, mężczyźni. Poczułam, że powstała całość. Wypełniła mnie bezkresna radość. Cieszyłam się siedząc na piasku, na wielbłądzie, idąc, zbierając chrust. Cieszyłam się ze słońca i z deszczu, jak się budziłam i zasypiałam. Noc była cicha. Nie wiało. Nura: Rim znalazła dołek za krzakiem za wydmą, zrobiła dach z koca. Wtedy spało mi się najlepiej. Obudziły mnie błyski. Leżałam i zastanawiałam się, gdzie ona jest, czy przyjdzie do nas, czy nas ominie. Czekałam i napełniałam się tą energią. Warde: Mnie obudziła cisza. Cisza, jakiej nie znałam. Nie drgnęło nic. Powietrze było gorące i gęste. Nie było gwiazd, tylko chmury. I nagle niebo zaczęły rozświetlać błyskawice. Szły dokoła, były wszędzie. Dołączyły się grzmoty. I wtedy uzmysłowiłam sobie, że jestem na pustyni. Że to ogromny, płaski teren, na którym nie można się ukryć. Można tylko oczekiwać. Można tylko się temu poddać. Ofiarować. Rozłożyć ręce i powiedzieć: oto jestem. Rim: Siedziałam na piasku i patrzyłam w zachwycie na pioruny. Wcześniej bałam się burzy, a tu na pustyni czułam się jak w domu. Przyszedł Mieszko i wziął mnie do namiotu. Oglądałam burzę przez szczelinę. Zobaczyłam Jana. Spał. Gdy się rozlało, zaczęłam go wołać. Przyszedł, ale zaraz wyszedł. Tańczyć i śpiewać. Jedna droga Rim: Ruszyliśmy w deszczu, a ja pomyślałam: jak pada, to pada. Nura: Deszcz nas oszczędzał. Był lekki i z przerwami. Do tego wiał wiatr i nas suszył. To był najlepszy dzień. Adam powiedział: Sahara jest dla was łaskawa, dała wam wszystko. Potem Mieszko pokazał: oaza. Poczułam żal. Tak dobrze mi się szło, a tu koniec. Za szybko. Pożegnalny wieczór. Lejla: Przygotowałyśmy program: głuchy telefon, kalambury, piosenki. Było dużo śmiechu. Potem dziękowałyśmy naszym towarzyszom. Po każdym zdaniu zapadała cisza. Adam tłumaczył, mężczyźni słuchali. Wszyscy byliśmy tak blisko, jakby to był miesiąc. 4Wspólny garnek, wspólna droga. I chleb, który trzeba zrobić i podzielić. I ostatnia noc razem. Rano ostatnia herbata i ostatnia godzina marszu. Lejla: Chciałam dalej iść. Nie chciałam się z nimi rozstawać. I nagle Bożydar zaczął tańczyć. On, który nigdy przy ognisku się nie ruszał. Na koniec pokazali nam jeszcze, jak można się żegnać. To tez można robić z radością. Na pustyni nie można zamieszkać. Pustynię trzeba przejść. Ale można ją też przenieść na podwórko, na ulicę, do miasta. Można budować własną harmonię. Miriam: Pustynia uczyła mnie uważności. Była pełna życia i zieleni. Każdy odcinek w ciągu dnia był inny. Mężczyźni uczyli mnie radości. Obserwowałam, ile było pomiędzy nimi miłości i radości z bycia razem. I przy całej swej spontaniczności, byli pełni godności. Widać to było w oczach, na ich twarzach, w każdym ich ruchu. Spokój. I obserwowałam, jak się każda z nas się zmienia, ile siły odnajduje. Jasmin: To była przede wszystkim podróż w głąb siebie. Byłam tam ze wszystkimi, ale też ze wszystkimi swoimi myślami i uczuciami. To dało mi dystans. Dobrze mi jest ze sobą, a jak ktoś chce ze mną pobyć, to się cieszę. Rim: Nie pamiętam, kiedy się tak śmiałam. I zrozumiałam, jak niewiele ode mnie zależy. Robię coś i mówię sobie: zdążysz. A jak nie to zrobisz jutro. Rano medytuję, jem trzy posiłki, choć przed wyjazdem jadałam tylko obiad wieczorem. Jestem tu i teraz. I jest mi dobrze. Nura: Porządek rzeczy. Gdy rozmawiałyśmy przy jedzeniu, Adam nas uciszał. To był czas na jedzenie. Potem był czas na herbatę, rozmowy, śpiewy. Na wszystko. Nie chciałam wyjeżdżać. Chciałam iść dalej. I idę. Odnalazłam swoją wewnętrzną dziewczynkę. Czułam się z nią niepewnie. Teraz chcę się nią zająć. I wiem, co już co chcę robić: skończyć studia psychoterapii i zacząć pracę z dziećmi. Kierunek sam się pojawi. Warde: Na początku nie wiesz, którędy iść. Ale droga się pojawia. I zaczynasz myśleć o karawanie, o ludziach i zwierzętach. Musi być przyjazna dla wszystkich. I nagle zaczynasz ją dostrzegać spośród innych możliwości. Dokonujesz wyboru, że skręcasz wokół tej wydmy. I czujesz, że to Ty prowadzisz. I jest odpowiedzialność i spokój. Bo droga jest jedna.
Magdalena Rybak

Poradnik Psychologiczny Sens 2/2010, Janusz Dziwoki, Pani pozwoli w XXI wiek!

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie sens_2010.jpgPolki są najbardziej przedsiębiorczymi kobietami w Europie! Godząkobiecość z męskim wzorcem biznesu. Czego pragną, jakich dróg rozwoju szukają? Tekst Janusz Dziwoki …..(….)….. Odtrucie czy magia? Ten program zajęć może szokować. Co 2 godziny uczestniczki pijąmieszanki ziół, dwa razy dziennie stosują lewatywę, przed godziną 21 czyszczą układ pokarmowy. Z góry i z dołu. Przed snem piją jeszcze „koktajl Mołotowa” – sok z cytryny zmieszany z oliwą. Tę miksturę ma wchłaniać wątroba. Oprócz tego przechodzą „lewatywy umysłowe”, pracując z oddechem. I tak przez 7 dni. „Detoks – tydzień holistycznego oczyszczania organizmu{ – to zajęcia specjalnie dla sfrustrowanych kobiet. O co chodzi? O pozbycie się z organizmu toksyn. – Zdrowie naprawdęnabiera lepszej jakości. Ponadto detoks ma charakter duchowy, gdyżoczyszcza umysł – przekonuje Justyna Durmaj, która od sześciu lat bierze udział w kursach lub sama aplikuje sobie takie oczyszczanie. – Robię to, kiedy tylko poczuję, że moja złość jest nie do opanowania – mówi. Alicja Bednarska, organizatorka i prowadząca zajęcia „Detoks…” tłumaczy, że źródłem wielu chorób jest układ trawienny. Żyjemy w zanieczyszczonym środowisku, dlatego chociaż raz w roku powinniśmy zrobić sobie takie holistyczne odtruwanie – dodaje właścicielka firmy szkoleniowej Berckana.
Podobnych duchowo-relaksacyjnych sposobów przynoszących kobietom ukojenie jest więcej. Jeszcze kilka tygodni po zakończeniu warsztatów „kobieta magiczna” przywoływałam myśli, uczucia, emocje, jakie mi wówczas towarzyszyły – mówi Alicja Dzikowska. Z grupą uczestniczek codziennie rano medytowała, potem tańczyła przy muzyce etnicznej i siadała w kręgu przy ognisku. W świetle tlących siępłomyków panie patrzyły sobie w oczy, potem rysowały mandale, lepiły swoje boginie. Otaczało je to, co kobiety lubią najbardziej – piękno. Świeczki ozdobione tiulami, błyszczące kamyczki, zapachy kadzidełek i muzyka relaksacyjna z modlitwą Dalajlamy. – Na tym polega magiczność tych zajęć – twierdzi Dzikowska. Była zaskoczona, gdy dwa miesiące po warsztatach odnalazła stworzoną podczas ich trwania listę celów do zrealizowania. – Okazało się, że wszystkie wykonałam. Afryka pełna tęsknoty Z kolei na warsztatach szamańskich pojawiają się bębny, wizualizacje, uczestnicy pracują z oddechem, odprawiają odświętne ceremonie. Wszystko, by połączyć się z naturą i nabrać szacunku do Ziemi. Zajęcia są skierowane nie tylko do pań, ale to one w przygniatającej większości biorą w nich udział. W naturze kobiety leży łączenie troski o wychowanie dzieci i o dobro Ziemi. Tymczasem w PRL-u związek z naturą został zerwany – tłumaczy Alicja Bednarska z Berckany. – Kobiety potrzebują rytuałów, bo one pozwalają patrzeć na życie jako na ciągłość, nawiązać kontakt z przodkami i dają poczucie bezpieczeństwa – uważa. Duchowo-relaksacyjne warsztaty są również sposobem na odnajdywanie swojej tożsamości w męskim świecie – tłumaczy Alicja Bednarska.
Janusz Dziwoki

Poradnik Psychologiczny Sens 3/2007, Jolanta Maria Berent, Uważaj, co mówisz

moc słówNasza podświadomość nie zawsze rozumie wypowiadane przez nas słowa dokładnie tak samo jak my. Tłumaczy je po swojemu, wyłapuje ukryte znaczenia. Nie wszystkie nam sprzyjają. O słowach programujących naszą podświadomość z Alicją Bednarską, trenerem rozwoju potencjału osobistego, rozmawia Jolanta Berent – Pamiętam, że pierwszym słowem, na które zwróciłaś mi uwagę, odkąd zaczęłyśmy się spotykać, było „powinnam”. A co niesie za sobą „powinnam”? Tak się składa, że – abstrahując od etymologii, od jakichkolwiek językoznawczych rozważań – w samym słowie zawarte jest pojęcie winy. Jeżeli „powinnam”, to jestem winna, bo jeszcze tego nie zrobiłam, być może ociągam się, zaniedbuję coś. Idąc dalej: skoro coś powinnam zrobić, a tego nie robię, to muszę się w jakiś sposób ukarać – choćby nie najlepszym samopoczuciem. – Samo słowo „wina” wciąż odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Postrzegamy świat w kategoriach winy – wystarczy, że jakaś drobna rzecz ułoży się nie po naszej myśli, szukamy winowajcy. Nawet jeśli ktoś mówi „to nie twoja wina”, w podtekście jest przeświadczenie, że kogoś trzeba tą winą obarczyć, ukarać. To zawdzięczamy w dużej mierze praktykom kościelnym – publicznemu wyznawaniu winy, biciu się w piersi. W naszej kulturze winę wysysamy z mlekiem matki, niesie ją za sobą grzech pierworodny. Rodzimy się winni, po czym wciąż pielęgnujemy w sobie to poczucie winy. Ten program bardzo trudno jest zmienić. – A jak jest z „muszę”? Jeżeli musisz, to zastanów się, kto cię zmusza, kto lub co powoduje ten przymus. Słowo „muszę” ściąga w dół, niesie w sobie wyjątkowo ciężką energię…- Funkcjonujemy w świecie, w którym mamy pewne obowiązki i często powodują one, że coś rzeczywiście musimy. Ale zawsze można zmienić to świadomie na „chcę” i zrzucić z siebie brzemię tego przymusu – wówczas zadanie, które nam powierzono lub które sobie wyznaczyliśmy, będzie mieć inną jakość. Nie chodzi o to, żeby stosować cenzurę, wykreślać pełnoprawne słowa z języka, tylko o świadomość tego, co mówię, jak mówię i w jaki sposób może to wpłynąć na moją energię, moje samopoczucie, moją rzeczywistość. Czasem rzeczywiście coś muszę, ale jeśli przestawię sobie w głowie, że chcę to zrobić, nie będę przeżywać z tego powodu katuszy, zrobię to szybciej, łatwiej. Ja stosuję od lat mantrę „robię bez robienia i jest zrobione”. Działa.- Zmiana „muszę” na „chcę” może być jednak dla niektórych zbyt radykalna, wywoływać opór. Co powiesz na „mam do zrobienia”? Tak, „mam do zrobienia” jest neutralne. Oczywiście wszystko zależy od sytuacji, bo łatwiej prawdopodobnie przyjdzie nam powiedzieć „chcę zrobić zakupy na kolację” niż „chcę skopać ogród”.- Kwestia upodobań. Czasem stwierdzenie „muszę pójść na imieniny szefa” jest jedyną, niepodważalną prawdą o danej sytuacji. I nie ma powodu, żeby tego tak nie wyrazić, ważne, byśmy w pełni zdawali sobie sprawę z ciężaru wypowiadanych przez nas słów. Na przykład „chcę”, „pragnę” to tak zwane słowa mocy i warto odwoływać się do nich, kiedy dążymy do realizacji naszych celów. „Chciałbym zdać egzamin”, „chciałabym mieć dziecko” nigdy nie będzie miało takiej mocy jak „chcę…”. Jeśli naprawdę czegoś chcemy, nie ma się co tak asekurować. – Skoro już o asekuracji i planowaniu, przypomniało mi się, że nie lubisz słowa „spróbować”. Tu znowu oczywiście wiele zależy od sytuacji. Jeśli ktoś nigdy nie robił żadnych wypieków i mówi „spróbuję upiec ciasto”, to znaczy, że podejmuje wyzwanie i przyjmuje, że rezultat może być mało zadowalający – wyjdzie albo i nie. Ale jeśli ktoś przyjdzie do mnie na sesję oddechową czy warsztaty, po czym stwierdza, że spróbuje coś zmienić w życiu, to jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że tego nie zrobi. „Zrobię to” ma moc, „spróbuję” jest bardzo zachowawcze, nie popycha spraw do przodu. „Spróbuję się nauczyć”, „spróbuję się obudzić”, „spróbuję być na czas” – mówiąc w ten sposób daję sobie automatycznie przyzwolenie na to, że tego nie zrobię, że mi się nie uda. – Czasem mówimy tak, żeby nie składać obietnicbez pokrycia, nie rozczarować innych, zostawić sobie margines bezpieczeństwa. Gorzej, kiedy takie niezobowiązujące obietnice składamy sami sobie. Kiedy słyszę od kogośdeklarację w rodzaju „spróbuję”, mówię: „To teraz spróbuj wstać. Ale nie wstawaj, tylko spróbuj”. Słowo „spróbować” obwarowuje daną sytuację warunkami: zrobię to, ale… A „ale” – wiadomo – kwestionuje pierwszy człon wypowiedzi.
To takie słowa znoszące. Kiedy podczas warsztatów dochodzimy z uczestnikami do pewnych odkryć, „ale” oznacza zwykle krok do tyłu, tworzenie przeszkód i koncentrowanie się na tych przeszkodach.- A jak jest z „problemem”? To też słowo, którego używamy z lubością. Najdrobniejsza przeszkoda, niedogodność, uciążliwość wystarczy, by powiedzieć „mam problem”. On jest przy tym taki uniwersalny, obecny we wszystkich językach… Lubię mówić: problemem nie są nasze problemy tylko to, jak sobie z nimi radzimy. W mojej pracy widzę, w jak różny sposób ludzie reagują na te same sytuacje. Niedawno przyszła do mnie osoba, której spiętrzyło się dużo trudnych spraw, ale w ogóle nie mówiła o nich „problemy”, inny ma „poważny problem”, bo zepsuł mu się pilot od telewizora. Tak naprawdę wszystko to są sprawy do załatwienia, do rozwiązania. Na szczęście coraz więcej osób traktuje je jako sposobność, żeby zmienić coś w życiu, poprawić jego jakość. W tym sensie nie ma problemów. Tak jak nie ma błędów, tylko lekcje. – Tak jak nie ma negatywnych emocji? Owszem, nie ma. Nazywając lęk czy złość negatywnymi emocjami odrzucamy je, nie chcemy im się przyjrzeć. A to są takie same emocje jak wszystkie inne, chcą nas o czymśpoinformować, zwracają nam na coś uwagę, domagają się jakiejś reakcji. Co wcale nie znaczy, że – jeśli odczuwamy złość – musimy podnieść na kogoś głos czy rękę. Zawsze mamy wybór. – Kiedy dokonujemy ważnych wyborów życiowych, często mówimy, że coś poświęciliśmy. Czy to nie jest tak, że w ten sposób robimy z siebie automatycznie cierpiętnika? O, my uwielbiamy cierpieć. To nasza narodowa specjalność.- „Za miliony kocham i cierpię katusze”, „cierpienie uszlachetnia”… No właśnie – z jednej strony tradycja narodowa, a z drugiej – znów – katolicka. Stąd też kultywowany przez pokolenia wizerunek Matki-Polki. Moja mama całe życie poświęcała się dla dobra dzieci – to był jeden wielki obowiązek – ja też to potem robiłam przez wiele lat. Potem zrozumiałam, że życie składa się z wyborów: wybieram to, co dla mnie w danym momencie najlepsze, a z innych rzeczy po prostu rezygnuję. I nie rozprawiam o poświęceniu, bo to ogromnie obciąża dziecko. Do tego te konotacje ze świętością… Tymczasem dla wielu osób „poświęcenie” jest znakomitym alibi, usprawiedliwieniem: nie robię tego, bo się poświęciłam. Ale chyba najbardziej podstępnym słowem, jakiego często używamy, jest „zasługiwać”. – Na czym polega podstęp? To wprowadziła w takiej książce „Zasługuję na miłość” Sandra Ray, zresztą u Louise Hay w afirmacjach też to się pojawia. One pisały swoje poradniki wiele lat temu, do tego nie wiadomo, w jakim stopniu można zaufać tłumaczom, w każdym razie to „zasługuję” mocno zakorzeniło się naszej kulturze – przekonanie, że muszę zasłużyć na to, żeby mnie kochano. „Pan Bóg nie będzie cię kochał, jeśli będziesz niegrzeczna”, „Mamusia nie będzie cię kochała, jak zabrudzisz sukienkę, nie zjesz, nie posprzątasz zabawek”. – I powstaje program: na wszystko, co dobre, trzeba zasłużyć, nie ma nic za darmo. To, co dobre, jest nam po prostu dane, a my przyczepiliśmy się –między innymi z powodu naszego poczucia winy – by postrzegać świat w kategoriach nagrody i kary. Warto uświadomić sobie, czym tak naprawdę jest zasługiwanie. „Zasługuję na miłość, obfitość…”, ale jak, jakie są warunki? Co muszę zrobić, kim muszę się stać, żeby zasłużyć? Przyjmujemy, że bez zasług pewne rzeczy nam się nie należą, odrzucamy więc bezwarunkową miłość, prawo do odpoczynku, dobrego samopoczucia… – Często chcąc kogoś wesprzeć mówimy „zasługujesz na coś lepszego” i wydaje nam się, że to jest OK, że pomagamy mu podnieść poczucie własnej wartości. Jeśli mówimy „zasługujesz na lepsze stanowisko” komuś, kto wykazał się premiowanymi w danym miejscu pracy rezultatami, to rzeczywiście jest to OK. Natomiast jeśli chodzi o tożsamość, bycie, uczucia, na nic nie trzeba zasługiwać: przychodzisz na ten świat i z samego faktu, że tu jesteś, warta jesteś miłości. – Z tego, co mówisz, można wywnioskować, że tworzenie afirmacji to wyższa szkoła jazdy. Wiadomo, że nie mogą zawierać negacji, bo nasza podświadomość nie zna słowa „nie”. Odpadają więc zdania w rodzaju „żebym nie była chora”, czy „nic mi nie grozi”, ale również takie jak „jestem wolna od lęku” czy „rezygnuję z wszelkich trosk”, bo programują naszą podświadomość na lęk i troski właśnie. Najlepsze są moim zdaniem takie afirmacje, w których formułujemy prostymi słowami – koniecznie w czasie teraźniejszym – to, czego chcemy, precyzując w szczegółach zamówienie. Na przykład: „Mój dochód rośnie z każdym dniem o co najmniej 10 złotych”. To „co najmniej” jest bardzo ważne, żeby nie wprowadzać sobie ograniczeń. Zawsze mówię ludziom, z którymi pracuję: „Uważaj, o co prosisz, bo możesz to dostać”. Może się zdarzyć na przykład, że ktoś prosi o „dużą kasę” i dostaje wielką, opancerzoną kasę pancerną. Do tego pustą. z Alicja Bednarską rozmawiała Jolanta Berent

Poradnik Psychologiczny Sens 9/2011, Jolanta Maria Berent, Podróż przez tęczę. Siedem ośrodków mocy

ośrodki mocyWszystko, co żyje – więc również człowiek, z jego myślami, emocjami, działaniami – pulsuje energią. Ale czasem ten puls słabnie, coś blokuje naszą witalność, zakłóca czystość uczuć, jasność myśli… Na szczęście możemy usprawniać przepływ energii, transformować ją. Zwłaszcza jeśli nauczymy się pracować z czakramami. – Wszyscy rodzimy się wyposażeni w energię życiową, otacza nas ona zewsząd, cały świat jest nią wypełniony – mówi trenerka rozwoju osobistego Alicja Bednarska z warszawskiego ośrodka „Berckana”… – Fizycy kwantowi potwierdzają, że wokół żywych organizmów tworzy się pole elektromagnetyczne – bez energii nie byłaby możliwa żadna forma istnienia. Hindusi nazywają ją praną, Japończycy – ki, Chińczycy – chi, a kahuni – maną. To od poziomu energii życiowej zależy nasze samopoczucie, zdrowie. Kiedy przepływa w nas swobodnie, możemy podejmować najtrudniejsze wyzwania, realizować się w życiu, cieszyć się nim… Gdy napotyka na blokady, sprawy zaczynają się komplikować… Prowadzone przez Alicję Bednarską warsztaty nazywają się „Duchowość ciała. System energetyczny człowieka”. Żeby lepiej poczuć, że jesteśmy istotami energetycznymi, badamy nawzajem nasze aury. Najpierw pocieramy dłonie, zbliżamy je do siebie: czujemy między nimi zagęszczoną energię. Kiedy przesuwamy naenergetyzowane ręce po aurze drugiej osoby (stojącej przed nami z zamkniętymi oczyma), intuicja podpowiada nam, w którym miejscu dobrze jest dłużej je potrzymać. „Ciągnęło mnie do twojej głowy” – mówi Ewa do Magdy po zakończeniu ćwiczenia. Magda, zaskoczona, potwierdza: „Rzeczywiście, bolała mnie głowa, teraz ten ból zelżał”. Następnego dnia idziemy krok dalej: wykonujemy masaż aury. Jedna osoba leży, zrelaksowana, druga przesuwa rozgrzane dłonie nad jej ciałem, przytrzymuje nad wybranymi organami. Pracujemy „tylko” z energią, ale odczucia są czasem silniejsze niż przy dotyku. Dreszcze, łzy… I zdziwienie, że kiedy pochylamy się z miłością nad drugą osobą możemy pomóc jej rozluźnić ciało, uwolnić emocje… Siedem ośrodków mocy Alicja Bednarska przygotowała kolorowe plansze dla poszczególnych czakramów – na środku obraz czakry (jantra), wokół podstawowe informacje. Nazwa „czakra” (używana wymiennie z terminem „czakram”) oznacza w sanskrycie „koło”. Czakry to nasze główne centra energetyczne – ich zadaniem jest pobieranie, magazynowanie i przekazywanie niezbędnej do życia energii. Jesteśmy wyposażeni w siedem czakramów głównych i wiele mniejszych. Szczegółowa mapa czakr i meridianów (łączących je kanałów energetycznych) używana jest od tysięcy lat w medycynie Wschodu, choćby w akupunkturze. Każdy czakram transformuje energię o innej częstotliwości, dlatego każdemu odpowiada inny kolor. Te same barwy występują w spektrum światła widzialnego: od czerwieni (najgęstsza energia) po fiolet. Jak w tęczy. W czakrach zapisane są wszystkie nasze doświadczenia, emocje, myśli, poglądy, osądy. Wszystko to wpływa na energię, którą emanujemy i którą każdy z nas może świadomie zmieniać. W pracy z czakramami możemy odwoływać się do odpowiadających im kolorów, dźwięków, przypisywanych im zapachów czy kamieni. Bardzo przydatna jest medytacja, wizualizacja… Najważniejsza – jak zwykle – intencja. Przed przystąpieniem do pracy każdy z uczestników zapisuje w zeszycie 20 celów na te warsztaty. To bardzo intymna praca, nie dzielimy sięswoimi oczekiwaniami, chyba że bardzo ogólnie: ktoś chce zdobyć cennąwiedzę, dla kogoś innego ważniejsze jest doświadczenie… Dostajemy i jedno, i drugie. Dowiadujemy się na przykład, że pierwszy czakram u kobiet obraca się w lewo, a u mężczyzn w prawo, drugi – odwrotnie, trzeci znów jak pierwszy itd. Ale też, że poszczególne czakry wirują z różną prędkością – pierwszy najwolniej. To od niego zaczynamy naszą wędrówkę przez tęczę. Siedzimy w kręgu, z oczyma skierowanymi na środek sali, gdzie prowadząca rozłożyła tkaninę w kształcie koła. Ozdabiają ją czerwone kamienie (rubin, jaspis), biżuteria, czerwona świeczka, wstążeczki o tym samym kolorze (dla każdego z uczestników), piasek z pustyni, hinduski olejek wspierający pracę pierwszej czakry… Pierwszy ośrodek energetyczny (zlokalizowany u podstawy kręgosłupa, zwany czakramem podstawy albo korzenia) związany jest z żywiołem ziemi, a więc z poczuciem przynależności, bezpieczeństwa. Od jego pracy zależy nasze zakorzenienie w świecie, witalność… Kiedy działa sprawnie, czujemy łączność z naturą, stabilność, siłę. W przypadku zakłóceń może siępojawić chorobliwość, słabość czy lenistwo, poczucie zagrożenia, oderwania od rzeczywistości… Na poziomie fizycznym dysharmonie te mogą się przejawiać w postaci chorób jelit, kości, krwi, w nieprawidłowym ciśnieniu. We dług religii Wschodu czakramy reprezentują życiowe lekcje, które mamy opanować, podążając ku wyższej świadomości. Lekcje pierwszej czakry mają bezpośredni związek ze światem materialnym. Żeby lepiej im się przyjrzeć, odpowiadamy na zadawane przez Alicję Bednarską pytania. Na przykład takie: Jakie przekonania odziedziczyłeś po rodzicach? Które z nich straciły ważność, a które nadal dominują w twoim myśleniu? Jakie masz uprzedzenia? Czy posiadasz poczucie honoru, czy kiedykolwiek mu się sprzeniewierzyłeś? Czy masz jakieś nierozwiązane konflikty z członkami rodziny? Jakie rodzinne tradycje lub rytuały kontynuujesz? Jakie wartości chciałbyś przekazać swoim dzieciom? Piszemy szybko – trochę dlatego, że od myślenia cenniejsze są spontaniczne odkrycia, trochę dlatego, że materiał ogromny… I czas już na zmianę dekoracji. Na pomarańczowe kamienie (choćby karneol), pomarańczowąświeczkę i wstążeczki, na wodę ze świętych miejsc, na olejek harmonizujący drugi czakram – krzyżowy. Położony kilka centymetrów pod pępkiem, związany jest z żywiołem wody. Jego lekcje dotyczą seksualności, przyjemności, pragnieńfizycznych, ale też pracy, niezależności, kreatywności, pieniędzy. Padająpytania: Czy realizujesz swoje twórcze pomysły? Czy jesteś zadowolony ze swojego życia erotycznego? Czy dominujesz w relacjach z innymi? A może polegają one na mocowaniu się, na współuzależnieniu? Czy na trudności reagujesz w sposób nawykowy, czy szukasz nowych rozwiązań? Trzeci czakram to piękna, nasycona barwa żółta, to słoneczniki, bursztyn, cytryn, tygrysie oko. Ogień, słońce… Nazywa się go czakramem splotu słonecznego, chociaż zlokalizowany jest w okolicach pępka. I to właśnie na wysokości pępka smarujemy się harmonizującym tę czakrę olejkiem. Odkrywamy, że ma zdecydowany, męski zapach. Nic dziwnego – ten ośrodek odpowiedzialny jest za działanie, inicjatywę, relacje ze światem zewnętrznym. Ale też z samym sobą – na tym poziomie mamy do przerobienia lekcje związane z ego, osobowością, wiarą w siebie, samoakceptacją. Więc pytania: Czy szanujesz siebie? Czy dbasz o siebie, lubisz siebie? Jeśli nie, to czego w sobie nie lubisz i dlaczego? Czy potrafisz przyznać się do błędu? Czy krytykujesz innych? Czy potrzebujesz ich uznania? Kiedy przechodzimy do czwartego czakramu – serca – nasz ołtarzyk barwi się na zielono. Mamy tu malachit, szmaragd, jadeit i lekcje dotyczące miłości, przebaczania i współczucia. – Jakie twoje bolesne wspomnienia wymagają uzdrowienia? Jakie relacje? – pyta Alicja Bednarska. – Komu musisz jeszcze wybaczyć? Kto ma ci coś do wybaczenia? Czy wykorzystujesz własne krzywdy, by manipulować ludźmi lub sytuacjami? Co oznacza dla ciebie bliski, zdrowy związek?
Potem przychodzi czas na błękity. Podziwiamy turkus, chalcedon, akwamaryn. Sięgamy po piątą już wstążeczkę, smarujemy olejkiem podstawę gardła i zajmujemy się tematem woli, wyrażania siebie. Pomagają nam pytania: Na czym twoim zdaniem polega siła woli? Kto ma wpływ na podejmowane przez ciebie decyzje i dlaczego? Czy starasz się kontrolować innych? Czy potrafisz sięwyrażać w szczery, otwarty sposób? Czy ufasz przewodnictwu, które nie gwarantuje pożądanych rezultatów? Szósty czakram zwany jest popularnie „trzecim okiem”. To siedziba mądrości, inspiracji, intuicji, zdolności paranormalnych. Kolor, jakim wibruje, umownie nazywa się indygo. Dla niewtajemniczonych to po prostu granat – barwa sodalitu, lapis lazuli… Tu mierzymy się z lekcjami dotyczącymi umysłu i intuicji, zrozumienia i mądrości, a może po prostu świadomości. Dośćpowiedzieć, że u niektórych ludzi ta czakra zostaje prawie całkowicie zamknięta przez całe życie… – Jakie przekonania pielęgnujesz, choć wiesz, że nie odpowiadają prawdzie? – sprawdza Bednarska. – Jakie postawy życiowe pozbawiają cię energii? Czy oceniasz? Jakie sytuacje czy relacje wywołują w tobie taką skłonność? Czy boisz się zmian, jakie mogłyby nastąpić w twoim życiu, gdybyś przyjął w pełni świadomy styl życia? Kończymy naszą wędrówkę, napawając oczy mistycznymi fioletami. Ametyst, fluoryt… Jesteśmy już na czubku głowy – to czakram korony. Jego wyzwania związane są z duchowością, nic więc dziwnego, że zgłębiamy następujące kwestie: Czy twoja osobista tożsamość zaczyna się i kończy na pracy i statusie finansowym? Czy potrafisz wygospodarować czas na codzienną medytację? Czy targujesz się z Bogiem? Czy skarżysz się mu częściej niż wyrażasz wdzięczność? Czy oczekujesz, że wyjaśni ci przyczyny twoich bolesnych doświadczeń? Uważasz może, że Bóg twojej religii jest prawdziwszy od wyznawanego w innych tradycjach duchowych? Czy jesteś otwarty na tzw. przypadki? Od LAM po OM Dbamy o czakramy wtedy, kiedy dbamy o siebie. O jakość naszych myśli, uczuć, o nasze zdrowie, relacje… Bo to właśnie pod wpływem różnych nawyków myślowych czy trudnych emocji (również traumatycznych doświadczeń) następuje stłumienie aktywności czakry. Jeśli nasze serce wypełnione jest żalem, nienawiścią, to czy możemy otworzyć się na czystą, bezwarunkową miłość? Jest raczej większe prawdopodobieństwo, że zablokowany czakram serca przyczyni się do powstania na przykład choroby wieńcowej… Zbytnie pobudzenie czakry też prowadzi do dysharmonii. Weźmy czakram splotu słonecznego z jego lekcją samoakceptacji: o jego hiperaktywności mogąświadczyć pewne egotyczne, despotyczne zachowania. Albo czakram podstawy, odpowiedzialny za działanie w materii – nadmierne pobudzenie może się tu przejawiać skrajnym materializmem, zachłannością. Niezależnie od rodzaju dolegliwości czy zaburzenia rzadko pracuje się tylko z jednączakrą. Czakramy oddziałują na siebie wzajemnie, nasze samopoczucie zależy od ich harmonijnej współpracy. Alicja Bednarska przypomina, że czakry możemy równoważyć odwołując się do różnych asan (pozycji jogicznych), mudr (specjalnych układów palców dłoni), do zapachów, ale też do muzyki. Na czakram podstawy świetnie działają bębny, muzyka plemienna, na czakram korony – sakralna… Albo po prostu cisza. Są jeszcze mantry, które wykorzystujemy podczas medytacji: z zamkniętymi oczyma, wizualizując po kolei wszystkie siedem kolorów, intonujemy przeciągle święte sylaby przypisane poszczególnym czakrom – począwszy od LAM, a skończywszy na OM. Z ręką na sercu Praca z dolnymi czakrami oznacza często konfrontację ze złością, lękiem, zaborczością… Nic dziwnego, że energia jest ciężka, uwalniają się emocje. Potem jest już łatwiej. Przy sercu wchodzimy w wyższe rejestry. Wszystko za sprawą bardzo prostego ćwiczenia. Dobieramy się w pary, siadamy naprzeciw siebie. Kładziemy prawą dłoń na klatce piersiowej drugiej osoby, ona na naszej. Drugą ręką przykrywamy jej dłoń, pozwalamy, by to samo zrobiła z naszą. Siedzimy w milczeniu, patrząc sobie w oczy. To wystarczy, żeby nawiązać ze sobą głęboki kontakt – zaczynamy oddychać w tym samym rytmie… Zamykamy oczy, oddech się pogłębia. Pojawia się uczucie błogości, może nawet bezinteresownej miłości. Okazuje się, że kiedy komunikujemy ze sobą z poziomu serca, możemy być otwarci, bezbronni, a jednocześnie w pełni bezpieczni. Nie ma o co walczyć, znika ocenianie, porównywanie, oczekiwania. Jest akceptacja, spokój, ufność. Ponieważ Alicja Bednarska jest też praktykiem pracy z oddechem, na koniec robi nam sesję oddechową. Prowadząc nas w podróży po poszczególnych czakrach, zadaje nam jeszcze raz te same pytania. Tym razem odpowiadamy na leżąco, z zamkniętymi oczyma, w stanie głębokiego relaksu. Możemy sięgnąć głębiej, uwolnić to, co blokuje swobodny przepływ energii. Pojawiają sięłzy wzruszenia, barwne wizje… Kiedy otwieramy oczy, czekają już na nas kredki – możemy te wizje utrwalić, przenieść do świata materii, nadać im formę… Jolanta Maria Berent
Wyszukiwarka: strona Alicji Bednarskiej – www.berckana.pl
Biblioteka: Caroline Myss, „Anatomia duszy. Siedem poziomów siły i uzdrawiania” Liz Simpson, „Przez czakry do zdrowia” Shalila Sharamon, Bodo J. Baginski, „Księga czakr” Leszek Matela „Czakramy a zdrowie”
RAMKA Kolory, energie, mantry
CZERWONY LAM Wyzwala determinację i wytrwałość, daje poczucie przynależności, stabilności, bezpieczeństwa
POMARAŃCZOWY VAM Napełnia optymizmem, odwagą, entuzjazmem, daje poczucie niezależności
ŻÓŁTY RAM Rozwija radość, inteligencję, chęć działania, skuteczność, poczucie osobistej mocy
ZIELONY YAM Wibruje uczuciem otwarcia na świat, akceptacji, harmonii, miłości, łagodności
NIEBIESKI HAM Ułatwia wyrażanie siebie, daje zdolność swobodnej komunikacji, tworzenia, uczucie wolności i spokoju
INDYGO AM Obdarza intuicją, mądrością, wyobraźnią, zrozumieniem wewnętrznego głosu, pozazmysłową percepcją.
FIOLET OM Kolor ciszy – mistyczny, medytacyjny. Daje poczucie jedności z wszechświatem, pomaga poddać się prowadzeniu, otworzyć się na wyższe wymiary.

Poradnik Psychologiczny Sens 5/2009, Jolanta Maria Berent, Wędrówka Między Światami

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie sens0509.jpgSzamańska podróż pozwoli ci przeniknąć do innej rzeczywistości. Ma jednak konkretny cel – może uleczyć duszę i ciało. Tekst Jolanta Maria Berent Czym jest szamanizm? Na pewno nie religią – choć uznaje się, że tkwi u podstaw każdej z nich. Na pewno nie organizacją. Nie ma doktryny. Ani świętych ksiąg. Zdaniem Marianny Leuenberger, austriackiej terapeutki praktykującej w Szwajcarii (a od tego roku również gościnnie w Polsce), szamanizm to najbardziej archaiczna filozofia świata – starsza od wszystkich religii. To najstarsza znana ludzkości ścieżka duchowa. Marianna Leuenberger uczyła się u szamanów z Peru i wybitnych znawców szamanizmu – Szwajcara Carla Zumsteina i Holendra Daana van Kampenhouta (autora przetłumaczonej na polski książki „Rytuały szamańskie, a ustawienia rodzinne”). Mówi, że zna każdy milimetr swojego ciała, że jest czarownicą. Ale nie chce, żeby mówić o niej „szamanka”, bo szamana wybiera wspólnota plemienna. „To jak przy wyborze dalajlamy – patrzy się na człowieka i mówi „będziesz dalajlamą”. I szaman, i dalajlama muszą wyruszyć na wędrówkę, przejść odpowiednie próby. Tacy ludzie jak ja mogą się przyłączyć do filozofii, zbierać doświadczenia, studiować techniki, wykonywać rytuały, ale to nie upoważnia ich jeszcze do nazywania siebie szamanami.” W październiku Marianna Leuenberger już po raz drugi w tym roku odwiedzi Polskę(na zaproszenie Alicja Bednarskiej z Berckana). Przyjeżdża z warsztatami szamańskimi „Połączenie z duszą”. Wierzy, że – kiedy decydujemy się przyjść na ziemię – zabieramy ze sobą cząstkę duszy, a część jej zostaje we wszechświecie: „Dla szamana ważne jest, by zachować łączność z tą częścią Wiecznej Duszy, która pozostała na górze. Dzięki temu dostaje moc, odwagę, pomysły, żeby jak najlepiej wykorzystać swój pobyt na ziemi, jak najpełniej przeżywać każdy dzień”. IDĘ DO LASU BIĆ W BĘBEN Z szamanizmem wiąże się idea animizmu – przekonanie, ze wszystko na świecie (ludzie, zwierzęta, rośliny, rzeki, góry) ma duszę. Wchodząc w trans, zwany kontrolowanym stanem odmiennej świadomości, szaman komunikuje się z siłami przyrody i kosmosu, by uzyskać ich pomoc: „Jestem wdzięczna, że mogę włączyć tę mądrość do mojego życia” – mówi Leuenberger. „Idę do lasu bić w bęben, spacerować…. Jako małe ego potrzebuję łączności z ziemią, kosmosem, z przodkami, żywiołami, z duchami kamienia, powietrza. Szamanizm to sposób życia pozwalający mi codziennie mówić „dziękuję”. To ogromna wiedza obejmująca wiele sfer”. Uczestnicy warsztatów obserwują wprawę, z jaka Marianna miesza zioła – korzeń niedźwiedzia z biała i czarną żywicą i z yerba santa. Mogą podziwiać siłę, z jaką uderza w bęben. Grzechotki, totemy, zwierzęta mocy – szamanizm ma niezwykle spektakularna otoczkę. Serge Kahili King, wnuk hawajskiego kahuny, od dziecka kształcony w szamanizmie, twierdzi wręcz, że cały przemysł rozrywkowy wywodzi się z tradycji szamańskiej: „Charakteryzacja, kostiumy, muzyka komponowana do przedstawień, a nawet efekty specjalne zostały wynalezione przez szamanów”. Praktyki szamańskie wciąż robią duże wrażenie na publiczności. Ale w szamanizmie liczy się przede wszystkim skuteczność. WCZORAJ BYŁEM ORŁEM Marianna Leuenberger zwraca uwagę na to, że już pierwotne plemiona korzystały z mądrości szamanów: „Kiedy we wspólnocie wydarzyło się coś niepokojącego, mieszkańcy wioski udawali się do szamana – ten łączył się z siłami wszechświata i przynosił informację, co wymaga uzdrowienia. Szamani wychodzili z założenia, że każdy członek wspólnoty ma wpływ na całą resztę, nigdy nie szukali jednego winnego. Jeśli ktoś zachorował lub popełnił wykroczenie, działo się tak dlatego, że cała wspólnota była chora, czegoś jej brakowało”. Szaman znaczy tyle co „duchowy wędrowiec” lub „wędrowiec pomiędzy światami”. Jak tłumaczy w „Szamanie naszych czasów” Martin Asie, szamanizm zakłada istnienie dwóch równoległych światów – codziennego, materialnego, po którym poruszamy się wszyscy, i świata duchowego: „Żaden z tych światów nie jest bardziej rzeczywisty i prawdziwy i ani jeden, ani drugi nie mogą bez siebie istnieć. Doskonałym przykładem na podejście szamanów do tych kosmosów jest to, iż mówiąc o wydarzeniach, które przeżyli w transie lub we śnie, traktują je tak samo jak rzeczy istniejące w świecie codziennym: „Wczoraj byłem orłem, a potem siałem jęczmień”. W ciągu dwóch dni Marianna kilkakrotnie zaprasza nas do odbycia wędrówki szamańskiej. Stan transu wywołują palone zioła, odpowiednia technika oddechowa i dźwięk bębna – najlepiej, gdy uderza się weń 120 razy na minutę. Szamański trans nie jest stanem braku świadomości, ale silnego skoncentrowania, ogromnej aktywności. Niezależnie od jego głębi szaman jest przez cały czas świadom tego, co się dzieje w świecie zewnętrznym. To ważne, zwłaszcza że szamanizm kojarzony jest czasem z zażywaniem środków odurzających. Mircea Eliade podzielił nawet szamanizm na „czysty” i „nieczysty”. Ten drugi (zwany też wtórnym) wspiera się środkami halucynogennymi. W „czystym” do osiągnięcia transu używa się tylko technik naturalnych: śpiewu, medytacji, tańca. Wędrówka do osobistego ogrodu jest bezpieczna, ponieważ każdemu z nas towarzyszy w niej strażnik przejścia: „To ktoś, kto prowadzi za rękę z miłością, szacunkiem – tam, dokąd potrzebujesz” – zapewnia Marianna.
. Podczas wędrówki mogą pojawić się obrazy, symbole, odczucia przynoszące odpowiedzi na nurtujące nas pytania prowadzące do uzdrowienia. Można nawet wyjść z ciała, ale dusza zna sygnał powrotu – zmienia się rytm bębna, wiadomo, że pora wracać: „Ważne, żeby nie uciekać od rzeczywistości, by – żyjąc w kontakcie z ziemią – pozostawać w połączeniu z wyższymi wymiarami. Dzięki temu mamy więcej pomysłów, jesteśmy kreatywni, możemy poszerzać naszą świadomość, naszą rzeczywistość.” ŁĄCZYĆ ZIEMIĘ Z NIEBEM W czasie szamańskich podróży po innych rzeczywistościach szaman gromadzi wiedzę, leczy duszę i ciało. Zadaniem Marianny Leuenberger najważniejsze jest utworzenie świętej przestrzeni – można wyobrazić sobie, że wznoszę ziemię ku niebu, sprowadzam niebo na ziemię. „Przed wędrówką zastanawiam się nad jej celem – co chcę zrozumieć, zmienić. Ważne też, by pytania przedstawiać jako prośbę, a nie oczekiwania czy żądania. Jeszcze lepiej, jeśli zamiast pytań posłużymy się ogólnie sformułowanym tematem, na przykład „mój ojciec i ja” – to stwarza stan większej ciekawości, otwartości”. Leuenberger zauważa, że czasem do wędrówek dochodzi spontanicznie, podczas snu (dusza, która ulatuje, przynosi pomysły i rozwiązania). Zaleca spanie z głową na północ albo na wschód, zgodnie z przepływem energii Ziemi. Jednym z rytuałów, które wykonujemy podczas warsztatów, jest wprowadzanie do aury energii ziemi i nieba – jak tłumaczy Marianna, jesteśmy po to, by je łączyć. Uczymy się, jak wejść w magiczną przestrzeń „Tu i teraz”, odganiając dźwiękiem grzechotek to, co ją zakłóca. Pracujemy z linią czasu, szukamy w ciele własnego ruchu. Poznajemy szamańskie pieśni pozwalające połączyć się z żywiołami, zapalić wewnętrzne światło, powierzyć troski porannemu słońcu… Wypływają też trudne tematy, opory, lęki. Marianna Leuenberger mówi, że uczucie strachu przed światłem, miłością jest czymś normalnym: „Często nie jesteśmy gotowi na to, by być szczęśliwymi. Gdybyśmy mieli odwagę być takimi, jacy jesteśmy naprawdę, cała miłość byłaby natychmiast do naszej dyspozycji”. I cytuje Nelsona Mandelę: „Naszym najgłębiej zakorzenionym lękiem jest to, że jesteśmy silni ponad miarę. To nasze światło, nie ciemność, najbardziej nas przeraża”. Na wiosnę 2010 Marianna Leuenberger odwiedzi ponownie Polskę, informacje szczegółowe będą na stronie internetowej www.berckana.pl (przyp. Alicja Bednarska). Moc jest z tobą Szamanizm znany jest w wielu bardzo różnych kulturach – w Afryce, Ameryce i Azji, u ludów celtyckich, na Syberii i w krajach skandynawskich, na Hawajach i u Eskimosów… Mimo tak ogromnej rozpiętości geograficznej, przewodnie zasady szamanizmu są wspólne. Oto one (za S. Kahili Kingiem): Zasada pierwsza:Świat jest taki, za jaki go uważasz Niezależnie od tego, czy to zauważamy, czy nie, nasze myśli wpływają na nasze doświadczenia, na świat wokół nas. Pozytywne przyciągają pozytywne osoby i wydarzenia, wzmacniają zdrowie i zwiększają nasze możliwości działania, negatywne przyciągają to, co niekorzystne (z chorobami włącznie). Zasada druga: Nie istnieją żadne granice Żyjemy w nieograniczonym uniwersum, sami stwarzamy sobie różne ograniczenia. Skoro nie ma granic, wszystko jest ze sobą połączone. Cokolwiek robimy, wpłynie to w jakiś sposób na coś innego (np. nasz stan ducha wpływa na nasze ciało, a nawet na otoczenie) Zasada trzecia: Energia podąża za uwagą.Temu, na czym się koncentrujemy, użyczamy energii – w ten sposób, poprzez nasze nawyki myślowe, kształtujemy nasz los. Świadome koncentrowanie uwagi i długotrwałe kierowanie jej na coś to jedna z najskuteczniejszych metod osiągania celu. Zasada czwarta: Moment mocy jest teraz. Żeby urzeczywistnić nasze marzenia, ważne jest koncentrowanie się na chwili obecnej. Zatracając się w myślach o przeszłości albo przyszłości, okradamy się z naszej mocy. Każdy dzień możemy potraktować jako nową kreację, każdy nawyk zmienić w każdej (bieżącej) chwili. Zasada piąta: Kochać to być szczęśliwym z samym sobąBy głęboko kochać innych,musimy zadbać o harmonię z naszym wewnętrznym ja. Miłość wzmacnia się, gdy zaprzestajemy oceniania – kiedy wyrażasz pochwałę, wzmacniasz dobro, które chwalisz (również to, co krytykujesz, rozprzestrzenia się i wzrasta). Zasada szósta: Cała moc pochodzi z naszego wnętrza Każdy człowiek dysponuje wolną wolą, nic nie dzieje się nam bez naszego udziału. „Jedno z największych złudzeń współczesnego świata – pisze Serge Kahili King – opiera się na twierdzeniu, że ludzie są bezsilnymi ofiarami zewnętrznych okoliczności. Zbyt wielu ludzi przypisuje odpowiedzialność rodzicom, nauczycielom, społeczeństwu. Oczywiście nie możemy kontrolować zdarzeń i zachowania innych, jednak zawsze możemy kontrolować nasze reakcje na te rzeczy lub sprawy. Na tym polega nasza moc”. Zasada siódma: Skuteczność jest miarą prawdy Nie znaczy to, że cel uświęca środki, ale że wybór środków określa wynik końcowy. Dla każdego problemu istnieje więcej niż jedno rozwiązanie. Gdy cel jest ważny, nie należy się poddawać, trzeba szukać, po prostu zmienić podejście. Wyszukiwarka: strona Marianny Leuenberger (po niemiecku): www.mariannaleuenberger.chstrona Alicji Bednarskiej, organizatorki warsztatów Marianny w Polsce: www.berckana.plstrona Daana van Kampenhouta (po angielsku): www.daanvankampenhout.comBiblioteka: Serge Kahili King, „Szaman miejski” Serge Kahili King, „Wiedza z Hawajów” Daan van Kampenhout, „Rytuały szamańskie a ustawienia rodzinne”
Jolanta Maria Berent

Natura i Ty 7-8/2010, Alicja Bednarska, Chrońmy Ziemię. By deszcz padał, wiatr wiał, ogień grzał, a Matka Ziemia rodziła.

ogień grzałBy deszcz padał, wiatr wiał, ogień grzał, a Matka Ziemia rodziła. Tego potrzebujemy dziś, tego potrzebowali nasi przodkowie i będą potrzebować nasze dzieci, wnuki, prawnuki….Nasza niebieska planeta karmiła i chroniła swoich mieszkańców zaopatrując we wszystko czego potrzebowaliśmy przez miliony lat. Matka Ziemia dostarczała nam i jeszcze dostarcza wystarczająco dużo jedzenia, wystarczająco dużo wody, daje nam różnorodność roślin, by nas karmiły i leczyły. Nikt nie musi być głodny i bezdomny.. W ciągu mniej niż ostatnie 100 lat udało nam się zanieczyścić wodę, tak, by nie nadawała się do picia, powietrze, by nie nadawało się do oddychania, zatruliśmy nawozami ziemię i modyfikujemy rośliny. Wkrótce lasy Amazonii przerobimy na pudła kartonowe służące do opakowania nadprodukcji sprzętu elektronicznego. Zaślepieni chciwością posiadania dóbr materialnych, gonieniem za komfortem wyeksploatowaliśmy i wyczerpaliśmy główne złoża naruszając delikatną równowagę naszej planety. “Przehandlowaliśmy dobrobyt przyszłych pokoleń na natychmiastowy zysk” mówi Babcia Agnes (w Grandmothers Counsel the Word zebranych przez Carol Schaeffer). Międzynarodowa ekonomia upada, terror, bieda, nierównomierne rozłożenie dóbr materialnych, głód, choroby, nowe wirusy, moc i możliwości naszej planety na podtrzymanie życia słabną i kończą się. Podstawowe naturalne rytmy tracą równowagę. Zmienia się klimat,zmniejsza powłoka lodowa biegunów i traci harmonię nasz ekosystem. Wciąż rosnące siły destrukcji człowieka wpływają na nieprzewidywalne siły natury. Ziemia od długiego czasu ostrzegała. Teraz zmusza nas do słuchania. Coraz gwałtowniej destrukcyjne zjawiska naturalne, jak huragany, tornada, powodzie, trzęsienia ziemi każą kierować naszą uwagę na konieczność odnowy, odbudowy delikatnej równowagi koniecznej do utrzymania ekosystemu Ziemi.
Nadszedł ostatni moment, jeśli nie jest już za późno na tworzenie nowego stylu wspierającego życie na naszej planecie i odzyskanie planetarnej równowagi. Nasza Planeta wzywa nas do powrotu do życia w zgodzie z naturalnymi cyklami Słońca, Księżyca i Ziemi, wszystkiego tego, co zgubiliśmy goniąc za materią. Musimy wrócić do organicznej uprawy roślin i wytwarzania żywności, zaprzestania genetycznej modyfikacji roślin, ochrony nasion, likwidacji monopoli, ochrony wody i tradycyjnej medycyny. W ostatnim czasie obserwuję powrót do zapomnianych rytuałów i systemów kosmologiir dzennych ludów całego Świata. Czy możliwe jest by historia ludzkości zatoczyła koło i rozwiązania dzisiejszych problemów możemy znaleźć w tradycji rdzennych narodów? Struktura wierzeń tradycyjnych plemion jest spójna. Ludzie, zwierzęta, rośliny, Ziemia, Niebo, Słońce, Księżyc gwiazdy i wszystko co nas otacza jest całością, jest Jednością, a my jesteśmy częścią tej Całości. Każda społeczność jest częścią sobie właściwego środowiska i dlatego jest unikalna, a ludzkość składa się z tysięcy unikalnych społeczeństw. Podstawą przeżycia plemienia była jego zdolność do życia nie tylko w harmonii ze środowiskiem, ale także z każdym z członków społeczności plemiennej. Siła plemienia była oparta na sile i harmonii rodziny. Dobro każdej rodziny było esencją harmonii i dobrostanu plemienia. Każdy z nas może przyczynić się do zmian na Ziemi. Musimy zacząć od siebie. Od wniesienia równowagi do własnego życia. Musimy znaleźć swoje centrum i ugruntowanie. Musimy uświadomić sobie, że wszystko co istnieje na naszej Planecie jest Święte i jest Jednością, a my jesteśmy tylko częścią Życia na Planecie. Potrzebna nam pokora i szacunek do całej otaczającej nas natury. Potrzebujemy odnaleźć Sacrum Życia zaczynając od siebie i własnejrodziny, wprowadzić szacunek, tolerancję i akceptację we wzajemnych kontaktach. I zadać sobie pytania: Jaka jest nasza rola w tworzeniu własnego przeznaczenia? Czy utrzymamy równowagę? Jak żyję? Co po mnie zostanie? Co zostawię przyszłym pokoleniom?
Alicja Bednarska

Polityka, 21.VI.2008, Monika Stelmach, Dojrzewalnie

wywiadWarsztaty rozwoju osobistego przeżywają boom. Co tam właściwie człowiek w sobie rozwija? (fragment…….)Niekiedy kursy samodoskonalenia przypominają konwencjonalne treningi czy warsztaty psychologiczne, czasem jest w nich element magii.Dotyczy to na przykład tak zwanych kręgów. W Kręgu Berckana kobiety spotykają się 13 każdego miesiąca (rok księżycowy składa się z 13 miesięcy, księżyc 13 razy w roku jest w pełni, kobiety 13 razy w roku mają menstruację). Zbierają się na poddaszu warszawskiej kamienicy przy ul. Koziej, przytulne, niewielkie pomieszczenie, ciepła Alicja Bednarska – „matka” kręgu, dobry duch tego miejsca. Ma córkę i dwie wnuczki. Afrykanistka, po wielu latach pracy naukowej postanowiła zostać przedsiębiorcą. Firma zbankrutowała, a problemy posypały się lawinowo. Kiedy była o mały włos od rozwodu, poczuła, że to wszystko już dawno ją przerosło. Zaczęła pytać – co robić, jak mam dalej żyć? Poszła na warsztaty psychologiczne, a potem na kolejne. Zauważyła, że lubi przekazywać to, czego się nauczyła, a ludzie ją słuchają. Została trenerem rozwoju osobistego, narzędzia zdobywała u najlepszych np. Nemi Nath (transformacja oddechem), Berta Hellingera (twórca metody ustawień rodzinnych). Ewy Foley i Małgosi Bojanowskiej z Instytutu Świadomego Życia. Kiedy sześć lat temu zastanawiała się jak nazwać krąg kobiet, sięgnęła po woreczek z runami – znakami starożytnego alfabetu wygrawerowanymi na kamyczkach. Według wierzeń nordyckich runy podarował ludziom bóg Odyn. Każdy ze znaków ma swoją symbolikę. Alicja wyciągnęła runę Berckana dotyczącą kobiecości, macierzyństwa. Jej symbolem jest brzoza, drzewo, które oczyszcza. Alicja zdecydowała się na nazwę Berckana, bo runa symbolizuje wszystko, co dla kręgu najważniejsze. W niewielkim pomieszczeniu zrobiło się tłoczno, dziś zebrało się kilkanaście kobiet. Przychodzą stare znajome, te które są pierwszy raz, rozglądają się jeszcze trochę nieśmiało.
Siadają w kręgu, przedstawiają się kolejno: Alicja córka Stanisławy, wnuczka Stanisławy i Zofii, prawnuczka Józefy, Józefy i Franciszki; Magda córka Ewy, wnuczka Heleny i Marianny, prawnuczka Stefanii; Grażyna córka Jadwigi, Wnuczka Genowefy i Wiktorii; Justyna……. W ten sposób poznają swoje korzenie. Czujemy wspierającą moc naszych przodkiń. Uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy same, że mamy za sobą nasze matki i babki, że możemy czerpać z ich doświadczenia i mądrości – przekonuje Alicja. Ewa przyszła na dzisiejsze spotkanie, bo potrzebuje rozmowy. Skończyła studia, stoi przed decyzją rozpoczęcia pracy, ale zarabianie pieniędzy nie zawsze idzie w parze ani z oczekiwaniami, ani z pasją. Brakuje jej spokoju, chce porozmawiać o swojej sytuacji. Justyna z tym miejscem związana jest od wielu lat. Wpada kiedy leży jej coś na sercu, kiedy chce zrobić coś dla siebie, czy tylko spotkać znajomych. Alicja rozdaje kartki z narysowanym ośmiopłatkowym kwiatem, w każdy z nich trzeba wpisać cechę charakteru, którą lubi się u siebie, w środku imię, a pod nim – „kobieta doskonała”. Większość z kobiet zatrzymała się na trzeciej, czy czwartej z dobrych cech. Grażyna, tancerka, aktorka, wiele lat pracowała w teatrze pantomimy, kiedy syn dorósł i zamieszkał daleko od Warszawy, a ona już tak dużo nie pracuje, poczuła się nieco osamotniona. Lubi swoją życiową siłę, wytrwałość w dążeniu do celu, umiejętność dobrych wyborów, otwartość na ludzi. Na razie połowa płatków została pusta. Alicja radzi, żeby wzięły kartki do domu, powiesiły w widocznym miejscu i jeszcze raz się im przyjrzały. – To proste z pozoru zadanie wiele mówi o nas samych. Nie znamy siebie. Nie potrafimy dobrze o sobie myśleć – mówi Alicja Bednarska. Dwie i pół godziny minęły błyskawicznie, Zegnają się, jeszcze rozmawiają o sobie, o tym co dało im spotkanie. Beata zadzwoni do Alicji bo potrzebuje rady w jakiejś ważnej sprawie. Niektóre spotkają sięw czwartek, będą „pracowały z przekonaniami”, bo jak powtarza Alicja – kiedy mówimy sobie „nie jestem dość dobra, żeby mieć tę pracę, czy dość piękna, żeby znaleźć dobrego partnera”, to tak będzie. Samospełniająca się przepowiednia. (……) Artykuł Moniki Stelmach Polityka 21 czerwca 2008

Olivia 1/2006, Monika Stelmach, Postaw na siebie.

moc kobiet „Żeby niemożliwe stało się możliwe“.
Kobietom z kręgu Berckana spełnia się to zaklęcie. Spotykają się 13 każdego miesiąca w kamienicy na starym mieście, przy uroczej uliczce Koziej. Data 13 jest nieprzypadkowa. Rok księżycowy składa się z 13 miesięcy, księżyc 13 razy jest w pełni, kobiety 13 razy w roku mają menstruację. „Matką” kręgu kobiet jest Alicja Bednarska, dziś trener rozwoju osobistego, kiedyś sfrustrowana bankrutka. Afrykanistka z wykształcenia, kilka lat zajmowała się pracą naukową. W 1979 roku razem z mężem założyli pracownię krawiecką. Po 20 latach zakład zbankrutował, zostały po nim długi. Na kryzys zawodowy, nałożył się kryzys małżeński. Była bliska rozwodu i załamania psychicznego. – Przyszedł taki moment, że musiałam coś ze sobą zrobić, bo nie wiedziałam dalej światła. Nie mogłam poradzić sobie z własnym życiem – mówi Alicja. Wtedy zaczęła nad sobą pracować, uczestniczyć w różnych warsztatach – świadomego oddechu, ustawień systemowych Berta Hellingera, warsztatów metodą Jose Silvy, metodą Huny. Alicja nabrała siły, małżeństwo przetrwało, rozwiązały się problemy finansowe, z ucznia stała się mistrzem. Nigdy wcześniej nie sądziła, że może prowadzić warsztaty. Na przerwach zauważyła jednak, że to ona mówi, a inni słuchają. Odkryła w sobie przewodnika. Zdobyła narzędzia. Teraz sama uczy jak świadomie i lepiej żyć. W każdy pierwszy i ostatni czwartek miesiąca na Kozią przychodzą nie tylko kobiety, ale też coraz więcej mężczyzn. Natomiast już od 5 lat 13-tego jest babiniec. Kiedy szukała nazwy dla kręgu kobiet, sięgnęła po woreczek z runami. Wyciągnęła runęBerckana mówiącą o kobiecość, macierzyństwie. Jej symbol to kwitnąca brzoza, ulubione drzewo Alicji. Ewa, Ola, JuDu, Agata, na Kozią przyszły będąc na życiowym zakręcie. Inne wiedzione intuicją, może ciekawością. Wszystkie natomiast wiedziały, że potrzebują zmian, że czegoś im brakuje, nie zawsze będąc świadomymi czego. – Trafiłyśmy tutaj w szczególnym momencie swojego życia, bo właśnie wtedy szukamy – przekonuje Ewa.
Ewa, matka, żona zamknęła się w klatce z czterech ścian domu, obowiązków wobec rodziny i chorego dziecka. Nie wytrzymała, stwierdziła, że w końcu musi zrobić coś dla siebie. Zaczęła wychodzić z domu, na aerobik, taniec, w końcu na Kozią. – Ciągnie mnie tu potrzeba poznania siebie. Być może rozwój jest możliwy w samotności, ale ja wierzę w siłę grupy, bo jej doświadczyłam. To jest tak jak z koncertem, czy modlitwą w kościele, moc zbiorowości jest przemożna – mówi Ewa. Do Alicji przychodzą kobiety, które mówią, że nic nie potrafią, nic nie umieją. Tutaj uczą się zmieniać optykę na umiem, potrafię, mogę, zmieniać swój wewnętrzny obraz, uczą się samoakceptacji. Alicja twierdzi, że nie trzeba mieć oczekiwań, trzeba odpuścić i wtedy dzieje się samo, lepiej niż sobie wymarzymy. Powtarza, że watro być w życiu uważnym, świadomym każdej chwili. – Jest taka zabawa, biega się w wokół kołka i pada, kiedy zakręci się w głowie. Ja tak właśnie biegałam, nie wiadomo po co i za czym. W pewnym momencie musiałam upaść – mówi JuDu. Dorota na Kozią przyszła z przytłaczający poczuciem winy, że w wieku 32 lat nie ma dzieci i własnego mieszkania, chociaż była szczęśliwa bez tego. Ma pracę którą uwielbia, męża, którego kocha. Leczyła się z poczucia winy wobec niespełnionych oczekiwań innych. Biorą z tego miejsca pełnymi garściami, ale też uczą się dawać. Sukces jednej kobiety inspiruje do sukcesu inne. – Nie lubiłam kobiet, sama siebie chyba też nie lubiłam. Nie miałam przyjaciółek, związki z facetami szybko się rozpadały. Chciałam spotkać się z jakimiś mądrymi kobietami. Potrzebowałam wymiany myśli. Kiedy mama zachorowała na raka, a mążpostanowił ode mnie odejść zaczęłam szukać. Praca nad sobą dala mi to, że dziśczuje się inna, lepsza, podobam się sobie – wspomina Agata. Związek Agaty przetrwał. Po 28 latach niewidzenia odnalazła ojca. Wiele kobiet, wiele osobowości, spraw z którymi przychodzą na Kozią i wiele metod. W kręgu można poznać różne sposoby pracy nad sobą, wybrać najlepszą dla siebie, medytację, świadomy oddech, wizualizację. Podczas każdego ze spotkań mają inny temat nad którym pracują, a ich dobór zależy od potrzeb uczestniczek. Na przykład podczas warsztatów o marzeniach „Co karmi moją duszę“ zastanawiały się co lubią robić, dlaczego tego nie robią. Patrycja w wieku 26 lat pracę zmieniła 14 razy. Pojechała na warsztaty do Teremisek. Zrozumiała, że dotychczas zajmowała się tym, czego tak naprawdę nie lubiła. Marzy, żeby zostać krytykiem literacki. Ostatnio zafascynowała ją kamera. Chce zdawać do łódzkiej szkoły filmowej. W grudniu będzie spotkanie wigilijne. Powiedzą co przyniosły i co by chciały. Znowu usiądą w kobiecym kręgu, będą się przedstawiać Alicja córka Stanisławy, wnuczka Stanisławy i Zofii, prawnuczka Franciszki, Franciszki i Zofii; Ola córka Anny, wnuczka Bronisławy i Marii, prawnuczka Wiktorii; Dorota córka Bożeny, wnuczka Krystyny i Bogumiły, prawnuczka Kazimiery, Kazimiery, praprawnuczka Sabiny i Apolonii. W ten sposób docierają do swoich przodkiń, odkrywają korzenie. – Myślę, że jestem tu od zawsze. Czuje się tak zintegrowana z tym miejscem jakbym była jedną z cegiełek. Nie wiem jak mogłam żyć bez tego miejsca. Odbyłam tu fascynującą podróż do siebie. Odkryłam jaka moc jest w byciu kobietą i wśród kobiet. Uwielbiam to. Wiele nowym drzwi się we mnie otworzyło, wiele nowych odkryć się dokonało – mówi JuDu.
Postaw na siebie

Zwierciadło 4/2005, Małgorzata Kacperek, Szczęśliwa trzynastka,

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie IMG_20191025_123129-1024x768.jpgPanuje przesąd, że trzynastka jest pechowa. Mało kto jednak wie, że to dla kobiet symboliczna liczba. W roku księżycowym jest trzynaście miesięcy (miesiąc księżycowy ma 28 dni), księżyc trzynaście razy jest w pełni, kobiety mają trzynaście razy menstruację. Spotkania kręgu Berckana, stworzonego przez Alicję Bednarską odbywają się każdego trzynastego dnia miesiąca w jednej ze starych warszawskich kamienic przy ulicy Koziej. Symbolem runy Berkana jest brzoza rozkwitająca wiosną. Kobiety w kręgu uczą się rozkwitać.
Alicja zastanawiała się, jak nazwać krąg. Szukała słowa, które byłoby adekwatne do tego, co robi, symbolicznie wyrażało jej pasję. Akurat miała pod ręką woreczek z runami – znakami alfabetu runicznego wygrawerowanymi na kolorowych kamyczkach. Każda litera w tym alfabecie ma swoje symboliczne znaczenie. Czasami sięga p runy, żeby sprawdzić, co jej podpowiedzą na dany dzień. Niekiedy sięga po karteczki z inspirującymi cytatami. Takie karteczki losują uczestniczki na każdym spotkaniu jej kręgu. Runa, którą wylosowała, Berckana, spodobała jej się – mówiła o tym, o czym Alicja myślała: pramatce, kobiecości, macierzyństwie.

Jej symbol – brzoza – zawsze kojarzył się z młodą kobietą. Lubi brzozy. Brzoza to drzewo, które oczyszcza-mówi –Alicja. – Można się do niej przytulić i poprosić o oczyszczenie z tego, co nas nurtuje” Nazwa brzmiała tajemniczo i oryginalnie. Alicja się zdecydowała.
Początek roku w Berckanie to tworzenie mapy marzeń; w kwietniu jest spotkanie wielkanocne i wykład o detoksie, czyli oczyszczaniu organizmu; we wrześniu sesja oddechowa, a w grudniu spotkanie wigilijne. To stały program spotkań, pozostałe tematy zmieniają się w zależności od potrzeb uczestniczek. W kręgu można zasmakować rozmaitych metod pracy nad sobą, przekonać się, która z nich nam najbardziej odpowiada: świadomy oddech, programowanie neurolingwistyczne, dialog z głosem, medytacja, relaksacja czy wizualizacja.
Ewa (45lat), uczestniczka wielu warsztatów i szkoleń: „Przychodzą kobiety, które już odkryły swoje cele, i te które poszukują przełamują ograniczenia i pragną, by ich życie się zmieniło. Są dla siebie wspaniałymi nauczycielkami, dopełniają się. Jedne dają, bo mają w sobie siłę i motywację – same kiedyś dostały, drugie uczą się brać”.

Alicja uczy kobiety, jak odkrywać i przekształcać głęboko zakorzenione przekonania na swój temat. Lubi powtarzać: „Niemożliwe nie istnieje”. A co dla kobiet jest niemożliwe? „Wszystko, odpowiada bez zastanowienia. – Każda zmiana w życiu.

Alicja opowiada mi o młodej kobiecie: skończyła technikum fotograficzne, robi fantastyczne zdjęcia, jakby przetworzone praz komputer – tak postrzega świat. Proponowano jej już dwie wystawy. Odmawia – bo będzie tam trzeba coś powiedzieć. Pracuje w sklepie. Nie wierzy, że mogłaby robić to co kocha. „Jestem nie dość dobra, nie dość kobieca, nie potrafię znaleźć partnera, Nie potrafię znaleźć pracy – to tylko przekonania – mówi Alicja. – Al. One tworzą naszą rzeczywistość. Jeżeli uważam, że nie znajdę lepszej pracy, bo – i tu można wyliczać- nie ma pracy, mam już 40 lat, to takie przekonanie powoduje, że rzeczywiście staje się to niemożliwe”.

Alicja, (…) miała wielu nauczycieli. Szkoliła się m.in. u Nemi Nath, Colina Sissona i Mariny Sisson. Kiedyś dodała wszystkie tygodnie i miesiące: w sumie dwa lata odosobnienia i lata pracy nad sobą.
Przekonania najbardziej destrukcyjne, blokujące nasz rozwój, wywodzą się z najwcześniejszych etapów życia. Wiele z nich umacnia środowisko, w którym wzrastamy, trudne relacje rodzinne. Kiedy stale powtarzamy pewne schematy życiowe, najlepiej wybrać jedną z metod głęboko transformujących, np. sesje oddechowe, ustawienia rodzinne.

Krąg to miejsce, w którym pracuje się delikatniej. Alicja jest czujna, zauważa każdy samosabotaż. Ten pozornie mało groźny przejawia się już w tym, co i w jako sposób mówimy. Bo w słowach wyrażają się myśli, a w nich ukrywają się przekonania stale podcinające skrzydła. Alicja często mówi kobietom: „cofnij tę płytę i powiedz to jeszcze raz”. Wskazuje kierunek, prowokuje do myślenia, pobudza wyobraźnię. Gdy któraś z kobiet mówi: „nie wiem, czego chcę”, usłyszy burzące jej bezradność pytanie: „a gdybyś wiedziała, to co by to było? „Wtedy zwykle pada odpowiedź – mówi Alicja. – Bo „nie wiem” to tylko przekonanie”.
Pomocne mogą być afirmacje. Ale uwaga, one nie działają na zasadzie przeciwieństw. Głębokiego przekonania, że jestem do niczego, nie zmienię przez uparte powtarzanie: ”jestem wystarczająco dobra”. Dlaczego? Bo w to, co mówię w ogóle nie wierzę. „Trzeba znaleźć taką myśl, która pozwoli podświadomości uwierzyć – radzi Alicja. – Lepiej zatem powtarzać: udało mi się zrobić to i tamto, uda mi się więc zrobić i to”. Skoro ty sama je przyjmujesz, sama też możesz je zmienić”.
Afirmacje często budzą wewnętrzny sprzeciw, nakłaniają do refleksji, pokazują nowe ścieżki myślowe. Afirmacje w Berckanie to codzienność, Alicja wyłapuje wszystkie blokujące myśli, mówi, że są jak klątwy, które same na siebie rzucamy. Ale kto klątwy odwracalne – podkreśla. Jeżeli w domu wciąż powtarza się pewne przekonanie, a ty nie masz innego wzorca, to przyjmujesz je jako swoje własne. Ale skoro ty sama je przyjmujesz, sama też możesz je zmienić”.
Niezwykle transformującym procesem jest według Alicja i wyklejanie mapy marzeń. Ale ta zabawa to już finał dłuższej pracy wewnętrznej. Na swojej pierwszej mapie marzeń Alicja wykleiła napis: „Żeby niemożliwe stało się możliwe”. Wtedy nie wiedziała jeszcze jaką ścieżkę symbolicznie wytycza. Dzisiaj prowadzi regularne spotkania na ten temat.
Mapa marzeń umożliwia określenie swoich celów i wartości. Pomaga zaplanować życie w zgodzie ze swoimi pragnieniami: na najbliższy czas, rok, kilka lat – to zależy od nas. Alicja: „Cel w życiu to jeden z filarów poczucia własnej wartości. Jesteśmy tak skonstruowane, że czujemy się dobrze tylko wtedy, gdy dążymy do czegoś, co jest dla nas ważne”. Jeżeli nie mamy swoich celów, uważa Alicja, realizujemy cele innych: rodziców, męża. Z wartościami jest podobnie – jeżeli nie znamy swoich wartości, żyjemy wartościami swoich rodziców, jesteśmy rozdarte, często robimy coś, co nas nie cieszy.
Alina (36lat) jedno ze spotkań pod hasłem „Niemożliwe nie istnieje” pamięta do dziś . Wyszła z niego napełniona otuchą, mocniejsza, odważniejsza. Właściwie przez całe życie usiłowałam zadowolić innych – napisała potem w liście do Alicja- Marzeniem mojej mamy była praca w biurze, do której chodziła w eleganckich garsonkach i butach na szpilce. Myślała, że to, co dobre dla niej dla mnie też takie będzie”. Alina nie radziła sobie z zarabianiem pieniędzy, nie wierzyła w swoje możliwości. ”Tutaj nauczyłam się, że mam wybór: mogę narzekać lub coś zrobić, cokolwiek. A przede wszystkim dowiedziałam się, na czym mi zależy: żeby robić coś własnymi rękami i dostawać pieniądze za określoną pracę a nie za ilość spędzonych w pracy godzin”. Dziś razem z mężem projektuje strony internetowe, prowadzi wirtualną gazetę o swojej dzielnicy. Nareszcie coś, co lubi.
Alicja zachęca kobiety, by prowadziły dzienniczek wdzięczności, w którym będą zapisywały wszystkie dobre chwile. Czasami już po tygodniu notowania widać, ile dobrego jest w nas i wokół nas. Szczególnie trudno jest nam, kobietom – zwraca uwagę Alicja – poczuć wdzięczność do siebie samych. Uważamy, że to, co osiągnęłyśmy, jest bez znaczenia.
Dlatego Alicja namawia kobiety, by przypominały sobie wszystkie swoje sukcesy, nawet te najmniejsze: miałaś świadectwo z paskiem, upiekłaś pyszne ciasto, nauczyłaś się języka obcego. Nigdy nie daje za wygraną: ”Jeśli nie doceniasz tego, co masz, jak możesz prosić o coś więcej?”.
Małgorzata Kacperek

Uroda 2002, JoannaWiniarska, Obudź swoje zmysły. Jakw pełni smakować lato.

relaksPrzez ostatni, pracowity rok, moje zmysły zapomniały, czy jest lato. Ile jest pysznych potraw do zjedzenia, ciekawych rzeczy do zrobienia, urokliwych miejsc do zobaczenia. Spytałam sześciu ekspertów: Roberta Makłowicza, smakosza i dziennikarza, Natalii Babińskiej – muzykologa, Dr Władysław S.Bruda – aromaterapeuty Anny Żuralskiej – masażystki, Magdaleny Czechowicz – tancerki baletu, Alicji Bednarskiej – trenera rozwoju, ”Jak w pełni smakować lato” Alicja Bednarska Co uspakaja umysł? Możliwość wyboru. Gdy budzimy się rano, mamy wybór, jak spędzimy dzień. Czy będzie pełen harmonii, czy raczej powiemy: „Pada, jest więc do niczego, mam nieudane wakacje”. Aby nauczyć się odpoczywać, zaplanuj dzień, zanim otworzysz oczy. Poobserwuj świadomie emocje, z jakimi się budzisz. Może jesteś rozdrażniona, może zrezygnowana? Gdy spędzasz lato w plenerze, wyjdź do ogrodu, lasu, obejmij drzewo, oddaj mu swoje złe emocje. Nasze życie składa się z pojedynczych dni. To, jakie będą , zależy tylko od nas. Najbardziej świadomą metodą relaksu jest oddech. Najprostsze ćwiczenie oddechowe wykonuj rano i wieczorem: usiądź na świeżym powietrzu, wyprostuj plecy, zamknij oczy i oddychaj, głęboko i świadomie, licząc oddechy do dwudziestu. Oddychaj, nie robiąc przerwy między wdechem a wydechem. Obserwuj, jak oddychasz, rób to świadomie.
Początkowo w twojej głowie będą galopować tabuny myśli, stopniowo zaczniesz się wyciszać. Zauważ, że gdy ktoś sprawi ci przykrość, w pierwszym odruchu wstrzymujesz oddech. Pamiętaj o tym. Następnym razem, jeśli ktoś zajmie twój leżak, weź pięć głębokich wdechów. Oddech pozwala nam uzyskać większą świadomość i spokój. Jest brakującym ogniwem między duszą a ciałem. Gdy jesteś rozchwiana emocjonalnie, pomyśl: wdycham radość wydycham smutek, wdycham energię, wydycham niemoc”. To działa. Wykonuj też inne ćwiczenia. Na przykład wyprostuj się, zamknij oczy, zacznij głęboko oddychać. A potem „wypełniaj się” kolorami, zaczynając od czerwonego, a następnie przejdź do pomarańczowego, żółtego, zielonego, niebieskiego, granatowego i fioletowego. To kolory czakramów: czerwony jest barwą naszej fizyczności, pomarańczowy przyjemności i seksu, żółty – mocy, zielony oznacza serce, niebieski – gardło, komunikację. Granat to intuicja, fiolet zaś łączy nasze ciało z duchowością. Po takim seansie bardziej poczujesz siei, łatwiej będziesz się komunikować i reagować. Metodą na wprawienie się w dobry nastrój są tzw. spacery intencyjne, znane każdemu pod hasłem: „Jak dojdę do rzeki, to coś mi się uda”. Idź przed siebie, lecz nie patrz pod nogi, tylko na wprost. Obejmij wzrokiem jak najszerszą perspektywę. Obserwuj to, co się wokół ciebie dzieje. Gdy dojdziesz do celu, poczujesz się wspaniale. Ostatnia rzecz to powrót do rzeczywistości. Sama myśl o powrocie do domu czy pracy wywołuje w nas napięcie. Nie odsuwaj tej myśli. Zacznij ją sobie wyobrażać jako coś bardzo przyjemnego: uśmiechniętego szefa, stęsknionych przyjaciół. Do obrazów, które widzisz, dodaj w myślach żywe kolory, dużo światła, Jak sobie wyobrazisz, tak będzie. Ty decydujesz. Uroda – lipiec 2002.